Weekend 20-21 III ostatnia w tym sezonie wyprawa na narty. Tym razem wybraliśmy się a narty całym stadem, przybyło nas do Jakuszyc czternaście osób. Prezentowaliśmy różny poziom zaawansowania biegówkowego: od ludzi całkiem dobrze sobie radzących, poprzez ludzi którzy zaczęli w zeszłym sezonie do zupełnych nowicjuszy. Po wypożyczeniu biegówek i krótkim instruktażu dla początkujących ruszyliśmy przez Rozdroże pod Cichą Równią do Orla. W Orlu dłuższy postój gdzie podziwialiśmy uczestników Biegu Izerskiego i Retro. W tym roku w Biegu Izerskim nie startowałem (przyjechałem do Orla nieco za późno). Po odpoczynku wyruszyliśmy do Chatki Górzystów gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Po rozlokowaniu się w pokojach i małym posiłku udaliśmy się jeszcze w parę osób w kierunku Świeradowa troszkę sobie jeszcze pobiegać. Po powrocie rozmowy przy kominku, mafia, karty, piwko, winko i poszliśmy kulturalnie spać przed pierwszą :)
W niedzielę powrót do Jakuszyc w lekkim deszczu, obiad w Harrachovie i powrót do domu.
Sezon narciarski 2009/2010 uważam za zamknięty.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biegówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biegówki. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 marca 2010
Koniec sezonu narciarskiego
Etykiety:
Bieg Izerski,
biegówki,
Chatka Górzystów,
góry,
Izery,
Jakuszyce,
Orle,
Sudety
czwartek, 18 marca 2010
Cztery dni w Izerbejdżanie
W tydzień po Biegu Piastów wybraliśmy się z grupą znajomych znowu w Góry Izerskie czyli do Izerbejdżanu.
Cel był taki jak zwykle o tej porze roku - biegówki. W czwartek przed południem zaparkowaliśmy auto na parkingu w Jakuszycach i przez Rozdroże pod Cichą Równią udaliśmy się do Orla. Ponieważ nie był to wyścig więc jechaliśmy bez pośpiechu i spokojnie. Po zakwaterowaniu się w pokoju udaliśmy się na obiadek do Chatki Górzystów gdzie zjedliśmy jak zawsze pyszne i pięknie podany smażony ser. Gdy dojeżdżaliśmy z powrotem do Orla zapadał zmrok.
W piątek kierunek Harrachov, małe zakupy, czeski obiadek i powrót. W drodze powrotnej ciężka jazda, padał śnieg po którym ciężko się jechało.
W sobotę wcześnie rano wraz z kolegą jedziemy do Jakuszyc przez Samolot. Do szczytu przecieramy szlak, w dół już przetarte przez jedną czy dwie osoby. Szybki zjazd do Jakuszyc i jazda samochodem do Jeleniej Góry po piątą uczestniczkę wyprawy. Wraz z Nią jedziemy do Orla a dalej jak w czwartek (czyli Chatka). Wieczorem testujemy najnowszą inwestycję w Orlu - saunę. Siedzimy tam przez cztery godzinki, oczywiście z przerwami na kąpiel w strumyku.
Niedziela czas powrotu. Część wyprawy wraca autem a część pociągiem, ja jadę pociągiem. Ekipa pociągowa udała się do Szklarskiej na nartach.
Ta sama wycieczka widziana innym okiem.
Cel był taki jak zwykle o tej porze roku - biegówki. W czwartek przed południem zaparkowaliśmy auto na parkingu w Jakuszycach i przez Rozdroże pod Cichą Równią udaliśmy się do Orla. Ponieważ nie był to wyścig więc jechaliśmy bez pośpiechu i spokojnie. Po zakwaterowaniu się w pokoju udaliśmy się na obiadek do Chatki Górzystów gdzie zjedliśmy jak zawsze pyszne i pięknie podany smażony ser. Gdy dojeżdżaliśmy z powrotem do Orla zapadał zmrok.
W piątek kierunek Harrachov, małe zakupy, czeski obiadek i powrót. W drodze powrotnej ciężka jazda, padał śnieg po którym ciężko się jechało.
W sobotę wcześnie rano wraz z kolegą jedziemy do Jakuszyc przez Samolot. Do szczytu przecieramy szlak, w dół już przetarte przez jedną czy dwie osoby. Szybki zjazd do Jakuszyc i jazda samochodem do Jeleniej Góry po piątą uczestniczkę wyprawy. Wraz z Nią jedziemy do Orla a dalej jak w czwartek (czyli Chatka). Wieczorem testujemy najnowszą inwestycję w Orlu - saunę. Siedzimy tam przez cztery godzinki, oczywiście z przerwami na kąpiel w strumyku.
Niedziela czas powrotu. Część wyprawy wraca autem a część pociągiem, ja jadę pociągiem. Ekipa pociągowa udała się do Szklarskiej na nartach.
Ta sama wycieczka widziana innym okiem.
środa, 10 marca 2010
Bieg Piastów
6 III - 34 Bieg Piastów (dla mnie pierwszy). Udało się przebiec całą trasę klasykiem. Trasa była nieco skrócona (zamiast 50km było 45,5km), mój pierwszy Bieg Piastów zakończyłem w czasie krótszym niż pięć godzin. Było ciężko, ciężej niż się spodziewałem. Przed kolejnym biegiem trzeba popracować nad kondycją i smarowaniem nart oraz wymienić sprzęt (najwyższy czas bo stary sprzęt się już kończy)
Kolega startował na krótszym dystansie (26km) i też szczęśliwie ukończył bieg.
A niedługo Bieg Izerski, też tam będę :)
Kolega startował na krótszym dystansie (26km) i też szczęśliwie ukończył bieg.
A niedługo Bieg Izerski, też tam będę :)
Etykiety:
Bieg Izerski,
Bieg Piastów,
biegówki,
góry,
Izery,
Jakuszyce,
narty,
Sudety
poniedziałek, 1 marca 2010
Jakuszyce 28 II 2010
Niedzielna wyprawa do Jakuszyc na biegówki. Tłumy większe niż zwykle (dzień wcześniej Justyna Kowalczyk zdobyła olimpijskie złoto). Pogoda dopisała (troszkę wiało na otwartych przestrzeniach, ale większość tras prowadziła przez lasy. Była z nami nowa pasjonatka biegówek (jak na drugi wyjazd na biegówki radziła już sobie bardzo dobrze). Po południu jak wracaliśmy z Orla, na trasach było już właściwie pusto (jechaliśmy przez Rozdroże pod Cichą Równią).
Wyjazd udany, następny za tydzień w sobotę. Będzie masakra :)
Wyjazd udany, następny za tydzień w sobotę. Będzie masakra :)
piątek, 26 lutego 2010
Biegówki w Karkonoszach
Kolejny weekend (19-21 II 2010) na nartach.
Tym razem testowane były czeskie Karkonosze w okolicach Harrachova. W piątek rano pojechałem autobusem do Szklarskiej Poręby i z buta wszedłem na Halę Izerską. Na miejscu byłem niewiele po 12, dłuższą chwilę musiałem poczekać a przydzielenie pokoju. Po zakwaterowaniu wziąłem narty i poszedłem w stronę Voseckiej Boudy gdzie zaczynają się czeskie trasy biegowe w Karkonoszach. Ze względu na późną porę (było już po trzynastej) pojechałem trasą w stronę przejścia granicznego do Bilej Vody i z powrotem (zrobiłem ok 13-14km). Trasa ta była mi częściowo znana z poprzedniej wizyty w tym miejscu rok wcześniej. Po powrocie do Voseckiej Boudy zaszedlem tam na obiadek (gulasz z knedlem, surówka i browarek - razem 42 PLN, było by troszkę taniej gdybym miał przy sobie czeską walutę). Później powrót do schroniska gdzie poznalem moich współlokatorów (ludzie ze Szczecina i Tarnowa). Wieczorem w TV bieg łączony z brązem dla Justyny Kowalczyk (brawo Justynka).
Sobota - cały dzień do dyspozycji więc od rana przypinam narty i znowu tą samą trasą od Voseckiej Boudy tym razem już do przejścia, dalej pobiegłem leśną drogą p.poż (nr 27 jeśli mnie pamięć nie myli) mając nadzieję że droga ta doprowadzi mnie do tras jakuszyckich. Los chciał jednak inaczej i po dłuższym czasie (ok 2km słabo przetartą trasą) dojechałem w okolice stacji kolejowej w Harrachovie skąd udałem się w kierunku miasta (narty zdjąłem na campingu). Z nartami w ręku przeszedłem przez Harrachov wstępując na obiadek czyli smażony ser z kuleczkami ziemniaczanymi, surówką i piwkiem (te kuleczki ziemniaczane są strasznie niewygodne, ciężko je nabić na widelec bo uciekają). Z Harrachova ośmiokilometrową trasą (Krkonošská lyžařská cesta) pobiegłem (czyt. poczłapałem) pod górę na Halę Szrenicką. Razem w sobotę wyszło około 30km na biegówkach. Po powrocie poznałem nowych współlokatorów czyli Adama z Piaseczna oraz Magdę i Marcina z Wrocławia.
Wieczorem dla odmiany oglądanie skoków (Brawo Małysz). W niedzielę rano wycieczka grzbietem Karkonoszy w kierunku Śnieżnych Kotłów, dobiegłem prawie do Śnieżnych Kotlów (z wiatrem biegło się fajnie. gorzej było z drogą powrotną pod wiatr). Ze schroniska wróciłem do Szklarskiej razem z Magdą i Marcinem skąd zabraliśmy się stopem z Adamem (który zjechał ze schroniska na zjazdówkach).
Po piętnastej byliśmy we Wrocławiu.
Tym razem testowane były czeskie Karkonosze w okolicach Harrachova. W piątek rano pojechałem autobusem do Szklarskiej Poręby i z buta wszedłem na Halę Izerską. Na miejscu byłem niewiele po 12, dłuższą chwilę musiałem poczekać a przydzielenie pokoju. Po zakwaterowaniu wziąłem narty i poszedłem w stronę Voseckiej Boudy gdzie zaczynają się czeskie trasy biegowe w Karkonoszach. Ze względu na późną porę (było już po trzynastej) pojechałem trasą w stronę przejścia granicznego do Bilej Vody i z powrotem (zrobiłem ok 13-14km). Trasa ta była mi częściowo znana z poprzedniej wizyty w tym miejscu rok wcześniej. Po powrocie do Voseckiej Boudy zaszedlem tam na obiadek (gulasz z knedlem, surówka i browarek - razem 42 PLN, było by troszkę taniej gdybym miał przy sobie czeską walutę). Później powrót do schroniska gdzie poznalem moich współlokatorów (ludzie ze Szczecina i Tarnowa). Wieczorem w TV bieg łączony z brązem dla Justyny Kowalczyk (brawo Justynka).
Sobota - cały dzień do dyspozycji więc od rana przypinam narty i znowu tą samą trasą od Voseckiej Boudy tym razem już do przejścia, dalej pobiegłem leśną drogą p.poż (nr 27 jeśli mnie pamięć nie myli) mając nadzieję że droga ta doprowadzi mnie do tras jakuszyckich. Los chciał jednak inaczej i po dłuższym czasie (ok 2km słabo przetartą trasą) dojechałem w okolice stacji kolejowej w Harrachovie skąd udałem się w kierunku miasta (narty zdjąłem na campingu). Z nartami w ręku przeszedłem przez Harrachov wstępując na obiadek czyli smażony ser z kuleczkami ziemniaczanymi, surówką i piwkiem (te kuleczki ziemniaczane są strasznie niewygodne, ciężko je nabić na widelec bo uciekają). Z Harrachova ośmiokilometrową trasą (Krkonošská lyžařská cesta) pobiegłem (czyt. poczłapałem) pod górę na Halę Szrenicką. Razem w sobotę wyszło około 30km na biegówkach. Po powrocie poznałem nowych współlokatorów czyli Adama z Piaseczna oraz Magdę i Marcina z Wrocławia.
Wieczorem dla odmiany oglądanie skoków (Brawo Małysz). W niedzielę rano wycieczka grzbietem Karkonoszy w kierunku Śnieżnych Kotłów, dobiegłem prawie do Śnieżnych Kotlów (z wiatrem biegło się fajnie. gorzej było z drogą powrotną pod wiatr). Ze schroniska wróciłem do Szklarskiej razem z Magdą i Marcinem skąd zabraliśmy się stopem z Adamem (który zjechał ze schroniska na zjazdówkach).
Po piętnastej byliśmy we Wrocławiu.
Etykiety:
biegówki,
góry,
Justyna Kowalczyk,
Karkonosze,
Sudety
poniedziałek, 8 lutego 2010
Carlsberg czyli Karłów
No i po weekendzie w Karłowie :). Pojechaliśmy w osiem osób na dwa samochody, cztery osoby z własnymi nartami, a cztery bez nart (z nadzieją że uda się sprzęt dostać na miejscu). Do Karłowa wjeżdżaliśmy od strony Dusznik-Zdroju, udało się wjechać bez zakładania łańcuchów, chociaż niewiele brakowało do ich użycia. Były momenty że samochód trzeba było popchnąć. Noclegi mieliśmy na prywatnych kwaterach. Po rozlokowaniu się na pokojach, udaliśmy się koło południa do wypożyczalni. Na miejscu okazało się że brakuje nart. Zmuszeni byliśmy do podzielenia się na dwie grupy. Grupa narciarska pojechała do Pasterki na obiad i z powrotem, natomiast grupa piesza poszła na Szczeliniec (o dziwo szlak nie był zamknięty), a później poszli jeszcze w kierunku Pasterki. W niedzielę po spakowaniu się pojechaliśmy do wypożyczalni (o godz 9 z minutami). Udało się zdobyć dwie pary nart (na cztery potrzebne). Narciarze udali się do Batorówka, natomiast piesi musieli przedzierać się przez śniegi :(. Powrót drogą na Kudowę, lepiej przygotowana (więcej miejsca do wymijania). Tradycyjnie przed Wrocławiem koreczek (bez stania, ale z powolną jazdą)
na nartach zrobiliśmy:
pierwszy dzień 8,5km
drugi dzień 19km
Pora na małe podsumowanie mojej pierwszej wizyty biegówkowej w tym rejonie.
PLUSY
na nartach zrobiliśmy:
pierwszy dzień 8,5km
drugi dzień 19km
Pora na małe podsumowanie mojej pierwszej wizyty biegówkowej w tym rejonie.
PLUSY
- Dobrze przygotowane trasy (ratrakowane z założonym śladem, wg oficjalnej mapki powyżej 30km tras)
- Baza noclegowa
- Połączenie z czeskim kompleksem tras biegowych (Police nad Metují)
- Bardzo dobre oznakowanie tras (na każdym skrzyżowaniu schemat tras)
- Tylko jedna wypożyczalnia nart i w weekendy w sezonie kłopoty z dostaniem sprzętu. Można telefonicznie zarezerwować narty z pewnym wyprzedzeniem, ale nie wiem jak wtedy z dopasowaniem buta (numer numerowi nierówny)
- Drogi dojazdowe utrzymane tak sobie, miejscami ciężko się wyminąć (szczególnie na drodze od Dusznik-Zdroju)
środa, 3 lutego 2010
Kolejny weekend na biegówkach
Najbliższy weekend znowu na biegówkach. Tym razem z powodu braku miejsc noclegowych w Jakuszycach (zarówno w Orlu jak i w Chatce Górzystów) będziemy testować trasy w Górach Stołowych. Baza wypadowa w Karłowie.
Raport z wyprawy niebawem :)
Raport z wyprawy niebawem :)
piątek, 15 stycznia 2010
Biegówki w Izerach
Zrobiłem sobie przedłużony weekend i pojechałem na cztery dni (7-10 stycznia) w Góry Izerskie.
Pojechaliśmy tam w trzy osoby: ja, Filip (który to wszystko zorganizował) i jego małżonka Asia. Wyruszyliśmy wczesnym czwartkowym porankiem z Wrocławia autobusem aby dotrzeć do Polany Jakuszyckiej o 11:00, następnie pół godzinki na przygotowanie i w trasę (szlakiem żółtym) do Orla rozlokować się w schronisku.
Po zostawieniu plecaków na kwaterze wykorzystaliśmy jeszcze resztę dnia i na nartach przejechaliśmy trasę wokół Koziego Grzbietu (trasa Biegu Izerskiego, tylko w drugą stronę). Wieczorem posiedzieliśmy w schronisku przy kominku :).
W piątek rano założyliśmy biegówki i pojechaliśmy na śniadanie do Chatki Górzystów. W Chatce na śniadanie oczywiście po naleśniku, a następnie w drogę: drogą w kierunku Świeradowa, po ok 200m od początku lasu skręciliśmy w lewo w leśną drogę z założonym śladem, a następnie w prawo w "Drogę Walcową" którą dotarliśmy do drogi łączącej Chatkę ze Świeradowem i dojechaliśmy nią do Polany Izerskiej. Z Polany wróciliśmy wspomnianą "Drogą Walcową" którą dojechaliśmy do żółtego szlaku i dalej do Chatki na obiadek (smażony ser). Po obiedzie trudny powrót w coraz silniejszym wietrze i śniegu do Orla (śnieg zaczął padać już wcześniej i w czasie powrotu z Polany Izerskiej miejscami mieliśmy całkiem zawiane własne ślady sprzed godziny).
W sobotę na śniadanie tradycyjnie w Chatce (tym razem jajecznica). W Chatce niespodzianka, spotkałem kumpla z czasów studenckich (byliśmy razem na spływie kajakowym Brdą). Tomek ze znajomymi też przyjechał na weekend na biegówki. Po śniadanku pojechaliśmy w kierunku Świeradowa i tam gdzie w piątek skręciliśmy w lewo tym razem skierowaliśmy się w prawo aby okrężną drogą w kierunku Rozdroża pod Cichą Równią, przez Jelenią Łąkę powrócić do Orla. Przed schroniskiem rozstałem się z Asią i Filipem którzy poszli na kwaterę a ja pojechałem jeszcze do Jakuszyc i z powrotem drogą przez "Samolot" (szlakiem czerwonym). W Orlu wieczór przy piwku (mają na stanie Ciechana Miodowego), wieczorem wpadł do schroniska Tomek pograł trochę na gitarze.
W niedzielę rano pakowanie, śniadanie w Orlu, i powrót na biegówkach do Szklarskiej. Trasa wiodła przez Rozdroże pod Cichą Równią, Górnym Duktem Końskiej Jamy i wzdłuż torów kolejowych do Szklarskiej n autobus i do domu.
Poniżej mapka z trasami które zrobiliśmy na biegówkach (w sumie wyszło 81km)
Pokaż Biegówki w Jakuszycach - na większej mapie
Pojechaliśmy tam w trzy osoby: ja, Filip (który to wszystko zorganizował) i jego małżonka Asia. Wyruszyliśmy wczesnym czwartkowym porankiem z Wrocławia autobusem aby dotrzeć do Polany Jakuszyckiej o 11:00, następnie pół godzinki na przygotowanie i w trasę (szlakiem żółtym) do Orla rozlokować się w schronisku.
Po zostawieniu plecaków na kwaterze wykorzystaliśmy jeszcze resztę dnia i na nartach przejechaliśmy trasę wokół Koziego Grzbietu (trasa Biegu Izerskiego, tylko w drugą stronę). Wieczorem posiedzieliśmy w schronisku przy kominku :).
W piątek rano założyliśmy biegówki i pojechaliśmy na śniadanie do Chatki Górzystów. W Chatce na śniadanie oczywiście po naleśniku, a następnie w drogę: drogą w kierunku Świeradowa, po ok 200m od początku lasu skręciliśmy w lewo w leśną drogę z założonym śladem, a następnie w prawo w "Drogę Walcową" którą dotarliśmy do drogi łączącej Chatkę ze Świeradowem i dojechaliśmy nią do Polany Izerskiej. Z Polany wróciliśmy wspomnianą "Drogą Walcową" którą dojechaliśmy do żółtego szlaku i dalej do Chatki na obiadek (smażony ser). Po obiedzie trudny powrót w coraz silniejszym wietrze i śniegu do Orla (śnieg zaczął padać już wcześniej i w czasie powrotu z Polany Izerskiej miejscami mieliśmy całkiem zawiane własne ślady sprzed godziny).
W sobotę na śniadanie tradycyjnie w Chatce (tym razem jajecznica). W Chatce niespodzianka, spotkałem kumpla z czasów studenckich (byliśmy razem na spływie kajakowym Brdą). Tomek ze znajomymi też przyjechał na weekend na biegówki. Po śniadanku pojechaliśmy w kierunku Świeradowa i tam gdzie w piątek skręciliśmy w lewo tym razem skierowaliśmy się w prawo aby okrężną drogą w kierunku Rozdroża pod Cichą Równią, przez Jelenią Łąkę powrócić do Orla. Przed schroniskiem rozstałem się z Asią i Filipem którzy poszli na kwaterę a ja pojechałem jeszcze do Jakuszyc i z powrotem drogą przez "Samolot" (szlakiem czerwonym). W Orlu wieczór przy piwku (mają na stanie Ciechana Miodowego), wieczorem wpadł do schroniska Tomek pograł trochę na gitarze.
W niedzielę rano pakowanie, śniadanie w Orlu, i powrót na biegówkach do Szklarskiej. Trasa wiodła przez Rozdroże pod Cichą Równią, Górnym Duktem Końskiej Jamy i wzdłuż torów kolejowych do Szklarskiej n autobus i do domu.
Poniżej mapka z trasami które zrobiliśmy na biegówkach (w sumie wyszło 81km)
Pokaż Biegówki w Jakuszycach - na większej mapie
wtorek, 7 kwietnia 2009
Znowu w Jakuszycach
I po dwóch tygodniach kolejny wypad na biegówki do Jakuszyc. Tym razem na sobotę i niedzielę. Jadę sam chociaż na miejscu mam nadzieje spotkać się z grupką ludzi z forum internetowego (szansa na nowe znajomości). Wstaję rano jak zwykle biorę narty i idę na pociąg. Wszędzie wiosna a ja z nartami, obok stacji na gnieździe bocian który wrócił kilka dni temu.
Do Jakuszyc dojeżdżam tak jak ostatnio. Na miejscu piękna wiosenno zimowa pogoda: śniegu pełno, słoneczno świeci, temperaturka 16 stopni C. Zakładam narty i ruszam, dziś testuję mowa trasę: Rozdroże pod Cichą Równią i Konną Ścieżką do Chatki Górzystów. Dokładny przebieg trasy:od Polany Jakuszyckiej Górnym Duktem Końskiej Jamy (szlak zielony) do Rozdroża, dalej szlakiem niebieskim, a dalej z powodu nieprzetartego szlaku odbicie rowerową trasą nr 8 (9, 13) do szlaku żółtego i zjazd żółtym do Chatki. Mimo mokrego szlaku jedzie się dobrze, po 300 metrach jadę już w krótkim rękawku (jak większość narciarzy). Jedyny problem pojawia się przy zjeździe żółtym szlakiem, jest wąsko a na mokrym śniegu ciężko się manewruje, w końcu zdejmuję narty i najtrudniejszy odcinek pokonuję pieszo.
W Chatce jem zupkę, zostawiam plecak w "zbirówce" i jadę jeszcze do Orla. W Orlu mały "eksperyment" birofilski czyli Miodowy Ciechan, napitek ten dostaje u mnie wysoką notę. W lepszym humorze wracam do Chatki, ludzie z forum już są, razem jest nas osiem osób. Małe pogaduszki, ludzie uczą się zasad brydża. Ponieważ jest jeszcze wczesna pora i mamy jeszcze przynajmniej dwie godziny dnia proponuję wypad na biegówki na co przystają dwie osoby (cała grupa przyszła z Jakuszyc na piechotę). Wjeżdżamy prawie na Polanę Izerską i następnie zawracamy do schroniska. W schronisku spotykam jeszcze znajomą którą poznałem dwa tygodnie temu.
Wieczorem idą w ruch dwie gitary i szkło. Bawimy się do drugiej.
Rano jem śniadanie, reszta znajomych schodzi na dół później (znacznie później). Ludzie powoli ruszają w trasę. Ja wyruszam koło jedenastej aby odprowadzić znajomą w stronę Świeradowa. Po półtorej godzinie jestem znowu w Chatce. Jadę jeszcze na małą przebieżkę w stronę Orla i z powrotem. Jemy obiadek i po trzeciej wychodzimy w kierunku Jakuszyc, po szóstej wyjeżdżamy w kierunku Wrocławia. Zostaję podrzucony pod sam dom.
Do Jakuszyc dojeżdżam tak jak ostatnio. Na miejscu piękna wiosenno zimowa pogoda: śniegu pełno, słoneczno świeci, temperaturka 16 stopni C. Zakładam narty i ruszam, dziś testuję mowa trasę: Rozdroże pod Cichą Równią i Konną Ścieżką do Chatki Górzystów. Dokładny przebieg trasy:od Polany Jakuszyckiej Górnym Duktem Końskiej Jamy (szlak zielony) do Rozdroża, dalej szlakiem niebieskim, a dalej z powodu nieprzetartego szlaku odbicie rowerową trasą nr 8 (9, 13) do szlaku żółtego i zjazd żółtym do Chatki. Mimo mokrego szlaku jedzie się dobrze, po 300 metrach jadę już w krótkim rękawku (jak większość narciarzy). Jedyny problem pojawia się przy zjeździe żółtym szlakiem, jest wąsko a na mokrym śniegu ciężko się manewruje, w końcu zdejmuję narty i najtrudniejszy odcinek pokonuję pieszo.
W Chatce jem zupkę, zostawiam plecak w "zbirówce" i jadę jeszcze do Orla. W Orlu mały "eksperyment" birofilski czyli Miodowy Ciechan, napitek ten dostaje u mnie wysoką notę. W lepszym humorze wracam do Chatki, ludzie z forum już są, razem jest nas osiem osób. Małe pogaduszki, ludzie uczą się zasad brydża. Ponieważ jest jeszcze wczesna pora i mamy jeszcze przynajmniej dwie godziny dnia proponuję wypad na biegówki na co przystają dwie osoby (cała grupa przyszła z Jakuszyc na piechotę). Wjeżdżamy prawie na Polanę Izerską i następnie zawracamy do schroniska. W schronisku spotykam jeszcze znajomą którą poznałem dwa tygodnie temu.
Wieczorem idą w ruch dwie gitary i szkło. Bawimy się do drugiej.
Rano jem śniadanie, reszta znajomych schodzi na dół później (znacznie później). Ludzie powoli ruszają w trasę. Ja wyruszam koło jedenastej aby odprowadzić znajomą w stronę Świeradowa. Po półtorej godzinie jestem znowu w Chatce. Jadę jeszcze na małą przebieżkę w stronę Orla i z powrotem. Jemy obiadek i po trzeciej wychodzimy w kierunku Jakuszyc, po szóstej wyjeżdżamy w kierunku Wrocławia. Zostaję podrzucony pod sam dom.
Etykiety:
biegówki,
Chatka Górzystów,
Jakuszyce,
narty,
Sudety
wtorek, 24 marca 2009
wyjazd na XII Bieg Izerski (20-22 III 2009)
Po noworocznym wypadzie w góry (Sylwester na Hali Szrenickiej) w czasie którego zahaczyłem ze znajomymi o Jakuszyce aby troszkę pobiegać na nartkach, padła propozycja kolejnego wypadu na biegóweczki. Wstępnie ustaliliśmy termin "gdzieś w marcu" i na mnie padło zorganizowanie całego wypadu. Zaproponowałem aby imprezka ta odbyła się w dniach 13-15 marca, dodając po chwili alternatywny termin 20-21. Jako kwaterę obrałem Chatkę Górzystów i rozesłałem maile do znajomych z którymi ostatnio włóczę sie troszkę po górach (nieformalna grupka ok 50 osób które wspólnie szwędają się tu i tam w składze większym lub mniejszym). Lista chętnych stopniowo powiększała się i większość była chętna bardziej na drugi termin który został wybrany jako ostateczny. Na dwa tygodnie przed wyjazdem lista chętnych do wyjazdu liczyła już 15 osób które planowały przybyć na miejsce w piątek lub sobotę. No i zaczęły się schody - grupa na kilka dni przed przyjazdem zaczeła topnieć i chwilami liczyła tylko 9 osób i większość chciała tylko na sobotę i niedzielę. Ostatecznie skończyło się na 11 osobach z których tylko jedna (czyli ja) pojechała do Jakuszyc w piątek.
Piątek - dzień I
Wstaję skoro świt, a nawet jeszcze wcześniej, biorę plecak, nartki i pociągiem o 5:37 wyruszam w świat. We Wrocławiu jestem 15 minut po szóstej rano, następnie dłuższa drzemka w autobusie do Jeleniej Góry i przesiadka do Jakuszyc. Na Polanie Jakuszyckiej byłem parę minut po jedenastej, zarzuciłem plecak na ramiona i przez Samolot pojechałem w kierunku Orla co zajęło mi ok 30 minut. Korzystając z tego że to dopiero piątek przed południem i w Orlu był mały ruch zamówiłem jajecznicę dla mojego tasiemca :). Po posiłku ruszyłem w dalszą drogę, był to nieco uciążliwy marsz w padającym śniegu który na dokładkę strasznie kleił się do nart utrudniając poruszanie się do przodu (napotkani narciarze też narzekali na lepki śnieg, ja dwa razy zatrzymywałem się aby oskrobać ślizgi i trochę ja nasmarować co jednak nie pomagało na długo). Po dobrej godzinie bardziej marszu niż jazdy nieco zmęczony dotarłem do Chatki Górzystów. Zamówiłem słynnego naleśnika z jagodami, zakwaterowałem się w pokoju i chwilę odpocząłem.
Przed piętnastą stwierdziłem że szkoda dnia i postanowiłem jeszcze troszkę pojeździć. Ponieważ chwilę wcześniej przyjechał skuter z zaopatrzeniem dla schroniska wykorzystałem świeży ślad i udałem się w kierunku Świeradowa tym bardziej że w tym rejonie na biegówkach nie jeździłem.
Po chwili jazdy znalazłem się w lesie powolutku zwiększając wysokość aż osiągnąłem "Drwale" skąd rozpoczął się przyjemny zjazd w kierunku Świeradowa "Nową Drogą Izerską". Wbrew moim obawom śnieg nie lepił się do nart więc jechało się łatwo mimo że na trasie był śnieg tylko ubity skuterem bez założonego śladu. Na całej trasie spotkałem tylko jedną turystkę którą minąłem gdy szła w kierunku Chatki Górzystów. Ja dojechałem do skrzyżowania przy którym stała tablica na której było napisane że do Chatki jest 5.8km, Uznałem że pora zawrócić (szczególnie że większa część była przyjemnym zjazdem co oznaczało że powrót będzie pod górkę). Po dłuższej chwili zrównałem się ze spotkaną wcześniej samotną turystką, a jako że nie było pośpiechu to jechałem razem z Nią rozmawiając o tym i tamtym. Okazało się że Asia idzie do Orla gdzie ma spotkać się ze znajomymi. Tak miło gawędząc doszliśmy do Chatki gdzie Asia zatrzymała się chwilę aby odsapnąć i się nieco posilić, jakieś pół godziny później ruszyła w dalszą drogę do Orla.
Początkowo miałem być sam w pokoju lecz pod wieczór zaczęło to się powoli zmieniać.
Pierwsza pojawiła się niemiecka turystka z pieskiem (ładny owczarek niemiecki "Tedy"), niestety konwersacja nie układała się gdyż j. niemiecki nie jest moją najmocniejszą stroną. Następnie zjawiła się Magda, dziewczyna z Wrocławia która parę tygodni wcześniej połknęła bakcyla biegówek i teraz szósty weekend z rzędu przyjechała do Chatki Górzystów. Siedzieliśmy sobie w parę osób przy świeczkach przed kominkiem, koło godziny ósmej Magda przyniosła winko, niestety winko było bardzo "słabiutkie" i ledwo Magda postawiła je na ławeczce to się biedne przewróciło i potłukło. Cóż było robić, przyniosłem swoje winko :)
Siedzieliśmy sobie przy kominku gadając i pijąc winko do północy.
Sobota - dzień II
Obudziłem się gdy było już jasno - pomyślałem że to pewnie już koło dziewiątej, jednak po sprawdzeniu godziny okazało się że to dopiero za dwadzieścia ósma. O ósmej zszedłem na śniadanko (co prawda bufet czynny dopiero od 9:01 ale pół godziny wcześniej udało się dostać herbatkę). Po śniadanku narty na nogi i w drogę, z trasy zadzwoniłem do znajomych którzy jak się okazało minęli już Jelenią Górę. Szybko dojechałem do Orla i zapisałem się na Bieg Izerski. Ponieważ dopiero była godzina dziesiąta a start był przewidziany w samo południe postanowiłem podjechać po moją ekipę. Okazało się że mam małą zagadkę, którędy znajomi jadą w kierunku schroniska. Nie mogłem się do nikogo dodzwonić więc zaryzykowałem i pojechałem główną drogą z Orla na Polanę Jakuszycką, gdy byłem jakieś 10-15 minut od Polany nawiązałem wreszcie łączność i okazało się że właśnie wyruszają drogą przez Cichą Równie. Udało mi się ich dogonić jeszcze przed Cichą, ale czas był nieubłagany i musiałem zaraz pędzić dalej aby zdążyć na start biegu (niestety nie zdążyłem na start Biegu Retro który rozpoczął się pół godziny wcześniej). Po dotarciu na Start okazało się że mam jeszcze tylko parę minut na złapanie oddechu. Początkowo grupa poruszała się bardzo wolno, na starcie był jeszcze poczęstunek w postaci bliżej niezidentyfikowanego napitku na miodzie (to co misie lubią najbardziej). W miarę czasu stawka się nieco rozciągnęła, tak że przy Dziale Izerskim nie było już tłoku i "komisja antydopingowa" spokojnie częstowała uczestników wiśniówką. Nie wiem co miało większy wpływ, ta wiśniówka czy to że trasa zaczęła nieco opadać ale nieco przyśpieszyłem. Dobre tempo udało mi się utrzymać do przejścia granicznego, po czym dało o sobie dać zmęczenie. Moje tempo spadło nieco, ale dzięki suszonej żurawinie i czekoladzie nie było tragicznie. Rozpoczęły się niewielkie podbiegi, aby przed metą zaliczyć nieco zjazdów łącznie ze zjazdem finiszowym na polanie przed schroniskiem. Na mecie zameldowałem się jako 66 (na 130 zawodników) z czasem 1:23:59 (co osobiście uznaję za spory sukces zwłaszcza że moja kondycja pozostawia wiele do życzenia i przed biegiem pokonałem dystans ok 15km, a za rok będzie lepiej).
Po biegu nieco głodny ustawiłem się w kolejce po przydziałową kiełbaskę (niestety tempo kolejki było bardzo małe). Odstawszy swoje zaspokoiłem wreszcie głód, wyruszyłem na ponowne poszukiwania mojej wesołej kompanii.
Po dodzwonieniu się do znajomych okazało się że wyruszyli niedawno z Orla w kierunku Jakuszyc aby zabrać plecaki z samochodów. Na pościg za nimi nie miałem sił, więc postanowiłem pojechać na skróty przez Samolot. Gdy wjechałem na Polanę moja grupa właśnie odpinała narty :)
Odpoczęliśmy chwilę przy samochodzie i ruszyliśmy w kierunku Chatki Górzystów. Gdy dochodziliśmy do końca Polany Jakuszyckiej usłyszałem że przyjechały skutery z Orla (po biegu odwoziły chętnych z Orla na Polanę, zaproponowałem aby skorzystać z okazji i podjechać troszkę , co oczywiście spotkało się z pełnym poparciem ze strony znajomych i w ten sposób zamiast w godzinę do Orla dotarliśmy w około 10 minut. Krótki postój w schronisku (grzaniec) i w drogę do Chatki Górzystów. Zanim dotarliśmy do celu był jeszcze czas na fotografowanie pięknych widoków przy zachodzącym słońcu.
W schronisku rozlokowaliśmy się w pokojach, po czym zeszliśmy do świetlicy aby zjeść i integrować się przy dobrych napitkach i mafii.
To był bardzo udany dzień.
Niedziela - dzień III
Pobudka przed ósmą, pakowanie plecaków i zejście na dół na śniadanko. Za oknem pogoda troszkę gorsza niż w sobotę (nie ma słoneczka, zbiera się na śnieg). Po śniadanku powoli zbieramy się i po dziewiątej wyjeżdżamy w kierunku Jakuszyc. Początkowo ruch na trasie Chatka Górzystów - Orle jest niewielki jednak im bliżej Orla to coraz więcej narciarzy zmierzających w kierunku Chatki. Znowu mały postój w Orlu i dalej jazda do Jakuszyc. W Jakuszycach dzielimy się na dwie grupy: większość zdecydowała się na wyjazd do Czech na obiadek, a ja wraz z Michałem postanowiliśmy jeszcze poszaleć ze dwie godzinki na nartach. Jeździliśmy po mało mi znanej okolicy pomiędzy Samolotem a Rozdrożem pod Cichą Równią. Początkowo ślady były bardzo zlodzone, co z jednej strony zwiększało prędkość na zjazdach ale jednocześnie utrudniało podejścia (łuska na ślizgach nie trzymała i trzeba było intensywnie pracować kijkami). Pogoda robiła się coraz gorsza i wkrótce padało dosyć intensywnie (śnieg z domieszką deszczu). Ślady przykryte odrobiną śniegu sprawiły że można było sprawnie podchodzić do góry. Po piętnastej ostatni zjazd z Rozdroża do Jakuszyc. Pozostała ekipa też właśnie wróciła z Czech więc wsiedliśmy do samochodów i udaliśmy się do Wrocka.
Kto wie może w tym sezonie uda się jeszcze raz wybrać na biegóweczki :)
ostatnia edycja: 27.03.2009
Piątek - dzień I
Wstaję skoro świt, a nawet jeszcze wcześniej, biorę plecak, nartki i pociągiem o 5:37 wyruszam w świat. We Wrocławiu jestem 15 minut po szóstej rano, następnie dłuższa drzemka w autobusie do Jeleniej Góry i przesiadka do Jakuszyc. Na Polanie Jakuszyckiej byłem parę minut po jedenastej, zarzuciłem plecak na ramiona i przez Samolot pojechałem w kierunku Orla co zajęło mi ok 30 minut. Korzystając z tego że to dopiero piątek przed południem i w Orlu był mały ruch zamówiłem jajecznicę dla mojego tasiemca :). Po posiłku ruszyłem w dalszą drogę, był to nieco uciążliwy marsz w padającym śniegu który na dokładkę strasznie kleił się do nart utrudniając poruszanie się do przodu (napotkani narciarze też narzekali na lepki śnieg, ja dwa razy zatrzymywałem się aby oskrobać ślizgi i trochę ja nasmarować co jednak nie pomagało na długo). Po dobrej godzinie bardziej marszu niż jazdy nieco zmęczony dotarłem do Chatki Górzystów. Zamówiłem słynnego naleśnika z jagodami, zakwaterowałem się w pokoju i chwilę odpocząłem.
Przed piętnastą stwierdziłem że szkoda dnia i postanowiłem jeszcze troszkę pojeździć. Ponieważ chwilę wcześniej przyjechał skuter z zaopatrzeniem dla schroniska wykorzystałem świeży ślad i udałem się w kierunku Świeradowa tym bardziej że w tym rejonie na biegówkach nie jeździłem.
Po chwili jazdy znalazłem się w lesie powolutku zwiększając wysokość aż osiągnąłem "Drwale" skąd rozpoczął się przyjemny zjazd w kierunku Świeradowa "Nową Drogą Izerską". Wbrew moim obawom śnieg nie lepił się do nart więc jechało się łatwo mimo że na trasie był śnieg tylko ubity skuterem bez założonego śladu. Na całej trasie spotkałem tylko jedną turystkę którą minąłem gdy szła w kierunku Chatki Górzystów. Ja dojechałem do skrzyżowania przy którym stała tablica na której było napisane że do Chatki jest 5.8km, Uznałem że pora zawrócić (szczególnie że większa część była przyjemnym zjazdem co oznaczało że powrót będzie pod górkę). Po dłuższej chwili zrównałem się ze spotkaną wcześniej samotną turystką, a jako że nie było pośpiechu to jechałem razem z Nią rozmawiając o tym i tamtym. Okazało się że Asia idzie do Orla gdzie ma spotkać się ze znajomymi. Tak miło gawędząc doszliśmy do Chatki gdzie Asia zatrzymała się chwilę aby odsapnąć i się nieco posilić, jakieś pół godziny później ruszyła w dalszą drogę do Orla.
Początkowo miałem być sam w pokoju lecz pod wieczór zaczęło to się powoli zmieniać.
Pierwsza pojawiła się niemiecka turystka z pieskiem (ładny owczarek niemiecki "Tedy"), niestety konwersacja nie układała się gdyż j. niemiecki nie jest moją najmocniejszą stroną. Następnie zjawiła się Magda, dziewczyna z Wrocławia która parę tygodni wcześniej połknęła bakcyla biegówek i teraz szósty weekend z rzędu przyjechała do Chatki Górzystów. Siedzieliśmy sobie w parę osób przy świeczkach przed kominkiem, koło godziny ósmej Magda przyniosła winko, niestety winko było bardzo "słabiutkie" i ledwo Magda postawiła je na ławeczce to się biedne przewróciło i potłukło. Cóż było robić, przyniosłem swoje winko :)
Siedzieliśmy sobie przy kominku gadając i pijąc winko do północy.
Sobota - dzień II
Obudziłem się gdy było już jasno - pomyślałem że to pewnie już koło dziewiątej, jednak po sprawdzeniu godziny okazało się że to dopiero za dwadzieścia ósma. O ósmej zszedłem na śniadanko (co prawda bufet czynny dopiero od 9:01 ale pół godziny wcześniej udało się dostać herbatkę). Po śniadanku narty na nogi i w drogę, z trasy zadzwoniłem do znajomych którzy jak się okazało minęli już Jelenią Górę. Szybko dojechałem do Orla i zapisałem się na Bieg Izerski. Ponieważ dopiero była godzina dziesiąta a start był przewidziany w samo południe postanowiłem podjechać po moją ekipę. Okazało się że mam małą zagadkę, którędy znajomi jadą w kierunku schroniska. Nie mogłem się do nikogo dodzwonić więc zaryzykowałem i pojechałem główną drogą z Orla na Polanę Jakuszycką, gdy byłem jakieś 10-15 minut od Polany nawiązałem wreszcie łączność i okazało się że właśnie wyruszają drogą przez Cichą Równie. Udało mi się ich dogonić jeszcze przed Cichą, ale czas był nieubłagany i musiałem zaraz pędzić dalej aby zdążyć na start biegu (niestety nie zdążyłem na start Biegu Retro który rozpoczął się pół godziny wcześniej). Po dotarciu na Start okazało się że mam jeszcze tylko parę minut na złapanie oddechu. Początkowo grupa poruszała się bardzo wolno, na starcie był jeszcze poczęstunek w postaci bliżej niezidentyfikowanego napitku na miodzie (to co misie lubią najbardziej). W miarę czasu stawka się nieco rozciągnęła, tak że przy Dziale Izerskim nie było już tłoku i "komisja antydopingowa" spokojnie częstowała uczestników wiśniówką. Nie wiem co miało większy wpływ, ta wiśniówka czy to że trasa zaczęła nieco opadać ale nieco przyśpieszyłem. Dobre tempo udało mi się utrzymać do przejścia granicznego, po czym dało o sobie dać zmęczenie. Moje tempo spadło nieco, ale dzięki suszonej żurawinie i czekoladzie nie było tragicznie. Rozpoczęły się niewielkie podbiegi, aby przed metą zaliczyć nieco zjazdów łącznie ze zjazdem finiszowym na polanie przed schroniskiem. Na mecie zameldowałem się jako 66 (na 130 zawodników) z czasem 1:23:59 (co osobiście uznaję za spory sukces zwłaszcza że moja kondycja pozostawia wiele do życzenia i przed biegiem pokonałem dystans ok 15km, a za rok będzie lepiej).
Po biegu nieco głodny ustawiłem się w kolejce po przydziałową kiełbaskę (niestety tempo kolejki było bardzo małe). Odstawszy swoje zaspokoiłem wreszcie głód, wyruszyłem na ponowne poszukiwania mojej wesołej kompanii.
Po dodzwonieniu się do znajomych okazało się że wyruszyli niedawno z Orla w kierunku Jakuszyc aby zabrać plecaki z samochodów. Na pościg za nimi nie miałem sił, więc postanowiłem pojechać na skróty przez Samolot. Gdy wjechałem na Polanę moja grupa właśnie odpinała narty :)
Odpoczęliśmy chwilę przy samochodzie i ruszyliśmy w kierunku Chatki Górzystów. Gdy dochodziliśmy do końca Polany Jakuszyckiej usłyszałem że przyjechały skutery z Orla (po biegu odwoziły chętnych z Orla na Polanę, zaproponowałem aby skorzystać z okazji i podjechać troszkę , co oczywiście spotkało się z pełnym poparciem ze strony znajomych i w ten sposób zamiast w godzinę do Orla dotarliśmy w około 10 minut. Krótki postój w schronisku (grzaniec) i w drogę do Chatki Górzystów. Zanim dotarliśmy do celu był jeszcze czas na fotografowanie pięknych widoków przy zachodzącym słońcu.
W schronisku rozlokowaliśmy się w pokojach, po czym zeszliśmy do świetlicy aby zjeść i integrować się przy dobrych napitkach i mafii.
To był bardzo udany dzień.
Niedziela - dzień III
Pobudka przed ósmą, pakowanie plecaków i zejście na dół na śniadanko. Za oknem pogoda troszkę gorsza niż w sobotę (nie ma słoneczka, zbiera się na śnieg). Po śniadanku powoli zbieramy się i po dziewiątej wyjeżdżamy w kierunku Jakuszyc. Początkowo ruch na trasie Chatka Górzystów - Orle jest niewielki jednak im bliżej Orla to coraz więcej narciarzy zmierzających w kierunku Chatki. Znowu mały postój w Orlu i dalej jazda do Jakuszyc. W Jakuszycach dzielimy się na dwie grupy: większość zdecydowała się na wyjazd do Czech na obiadek, a ja wraz z Michałem postanowiliśmy jeszcze poszaleć ze dwie godzinki na nartach. Jeździliśmy po mało mi znanej okolicy pomiędzy Samolotem a Rozdrożem pod Cichą Równią. Początkowo ślady były bardzo zlodzone, co z jednej strony zwiększało prędkość na zjazdach ale jednocześnie utrudniało podejścia (łuska na ślizgach nie trzymała i trzeba było intensywnie pracować kijkami). Pogoda robiła się coraz gorsza i wkrótce padało dosyć intensywnie (śnieg z domieszką deszczu). Ślady przykryte odrobiną śniegu sprawiły że można było sprawnie podchodzić do góry. Po piętnastej ostatni zjazd z Rozdroża do Jakuszyc. Pozostała ekipa też właśnie wróciła z Czech więc wsiedliśmy do samochodów i udaliśmy się do Wrocka.
Kto wie może w tym sezonie uda się jeszcze raz wybrać na biegóweczki :)
ostatnia edycja: 27.03.2009
Etykiety:
Bieg Izerski,
biegówki,
Chatka Górzystów,
Izery,
narty,
Sudety
sobota, 21 lutego 2009
Narty
Po ostatnich opadach śniegu udało mi się wybrać na biegówki. Wziąłem siostrzeńca na sanki, przypiąłem narty i pojechaliśmy. Ja ciągnąłem sanki, a brzdąc się cieszył że jedzie :).
Przejechaliśmy tak z 5 km.
Jak wróciłem to właśnie w tv pokazywali Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w Libercu - Justyna Kowalczyk wygrała :)
Przejechaliśmy tak z 5 km.
Jak wróciłem to właśnie w tv pokazywali Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w Libercu - Justyna Kowalczyk wygrała :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
