Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 maja 2010

Słowacki Raj

Długi weekend majowy upłyną mi na Słowacji, a dokładniej to na Słowackim Raju.
I Dzień
Razem ze znajomymi wybraliśmy się w sobotę o świcie z Krakowa na Słowację. Przejechaliśmy obok ośnieżonych Tatr.
Przed 11 byliśmy na campingu Podlesok gdzie byliśmy zakwaterowani. Po rozlokowaniu się w domkach.
Godzinę później byliśmy już na szlaku wzdłuż Hornádu, szliśmy szlakiem przy krawędzi kanionu wyciętego w wapiennych górach przez Hornád, by później wrócić szlakiem biegnącym tuż nad rzeką (czasem dosłownie nad rzeką).
 Do domków dotarliśmy już po zmroku.
II dzień
Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż potoczku o nazwie Suchá Belá. Trasa dla odmiany była pełna drewnianych kładek i metalowych drabin.

Obiad zjedliśmy w schronisku na polanie obok Kláštoriska, ruin klasztoru kartuzów. Skąd wróciliśmy do domków.

III Dzień
Rano pakowanie się do samochodów i w drogę powrotną. Oczywiście nie pojechaliśmy prosto do Krakowa, lecz po drodze zahaczyliśmy o Spiski Zamek (Spišský Hrad). Ruiny potężnego zamczyska, jest gdzie chodzić i co zwiedzać.

Na dużym, porośniętym trawą, podgrodziu zamku spokojnie żyją sobie susły.

Po zwiedzeniu zamku. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Lewoczy na obiad. Wybór padł na restaurację "U 3 Apostołów", gdzie za niewielkie pieniądze zjedliśmy sobie całkiem niezły obiadek. W sali restauracyjnej na ścianach są zawieszone drewniane figury trzech apostołów: św. Piotra, św. Jana Ewangelisty oraz św. Jakuba Starszego (tego z Santiago de Compostella)

środa, 31 marca 2010

Koniec sezonu narciarskiego

Weekend 20-21 III ostatnia w tym sezonie wyprawa na narty. Tym razem wybraliśmy się a narty całym stadem, przybyło nas do Jakuszyc czternaście osób. Prezentowaliśmy różny poziom zaawansowania biegówkowego: od ludzi całkiem dobrze sobie radzących, poprzez ludzi którzy zaczęli w zeszłym sezonie do zupełnych nowicjuszy. Po wypożyczeniu biegówek i krótkim instruktażu dla początkujących ruszyliśmy przez Rozdroże pod Cichą Równią do Orla. W Orlu dłuższy postój gdzie podziwialiśmy uczestników Biegu Izerskiego i Retro. W tym roku w Biegu Izerskim nie startowałem (przyjechałem do Orla nieco za późno). Po odpoczynku wyruszyliśmy do Chatki Górzystów gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Po rozlokowaniu się w pokojach i małym posiłku udaliśmy się jeszcze w parę osób w kierunku Świeradowa troszkę sobie jeszcze pobiegać. Po powrocie rozmowy przy kominku, mafia, karty, piwko, winko i poszliśmy kulturalnie spać przed pierwszą :)
W niedzielę powrót do Jakuszyc w lekkim deszczu, obiad w Harrachovie i powrót do domu.

Sezon narciarski 2009/2010 uważam za zamknięty.

czwartek, 18 marca 2010

Cztery dni w Izerbejdżanie

W tydzień po Biegu Piastów wybraliśmy się z grupą znajomych znowu w Góry Izerskie czyli do Izerbejdżanu.
Cel był taki jak zwykle o tej porze roku - biegówki. W czwartek przed południem zaparkowaliśmy auto na parkingu w Jakuszycach i przez Rozdroże pod Cichą Równią udaliśmy się do Orla. Ponieważ nie był to wyścig więc jechaliśmy bez pośpiechu i spokojnie. Po zakwaterowaniu się w pokoju udaliśmy się na obiadek do Chatki Górzystów gdzie zjedliśmy jak zawsze pyszne i pięknie podany smażony ser. Gdy dojeżdżaliśmy z powrotem do Orla zapadał zmrok.
W piątek kierunek Harrachov, małe zakupy, czeski obiadek i powrót. W drodze powrotnej ciężka jazda, padał śnieg po którym ciężko się jechało.
W sobotę wcześnie rano wraz z kolegą jedziemy do Jakuszyc przez Samolot. Do szczytu przecieramy szlak, w dół już przetarte przez jedną czy dwie osoby. Szybki zjazd do Jakuszyc i jazda samochodem do Jeleniej Góry po piątą uczestniczkę wyprawy. Wraz z Nią jedziemy do Orla a dalej jak w czwartek (czyli Chatka). Wieczorem testujemy najnowszą inwestycję w Orlu - saunę. Siedzimy tam przez cztery godzinki, oczywiście z przerwami na kąpiel w strumyku.
Niedziela czas powrotu. Część wyprawy wraca autem a część pociągiem, ja jadę pociągiem. Ekipa pociągowa udała się do Szklarskiej na nartach. 

 Ta sama wycieczka widziana innym okiem.  

środa, 10 marca 2010

Bieg Piastów

6 III - 34 Bieg Piastów (dla mnie pierwszy). Udało się przebiec całą trasę klasykiem. Trasa była nieco skrócona (zamiast 50km było 45,5km), mój pierwszy Bieg Piastów zakończyłem w czasie krótszym niż pięć godzin. Było ciężko, ciężej niż się spodziewałem. Przed kolejnym biegiem trzeba popracować nad kondycją i smarowaniem nart oraz wymienić sprzęt (najwyższy czas bo stary sprzęt się już kończy)
Kolega startował na krótszym dystansie (26km) i też szczęśliwie ukończył bieg.

A niedługo Bieg Izerski, też tam będę :)

piątek, 26 lutego 2010

Biegówki w Karkonoszach

Kolejny weekend (19-21 II 2010) na nartach.
Tym razem testowane były czeskie Karkonosze w okolicach Harrachova. W piątek rano pojechałem autobusem do Szklarskiej Poręby i z buta wszedłem na Halę Izerską. Na miejscu byłem niewiele po 12, dłuższą chwilę musiałem poczekać a przydzielenie pokoju. Po zakwaterowaniu wziąłem narty i poszedłem w stronę Voseckiej Boudy gdzie zaczynają się czeskie trasy biegowe w Karkonoszach. Ze względu na późną porę (było już po trzynastej) pojechałem trasą w stronę przejścia granicznego do Bilej Vody i z powrotem (zrobiłem ok 13-14km). Trasa ta była mi częściowo znana z poprzedniej wizyty w tym miejscu rok wcześniej. Po powrocie do Voseckiej Boudy zaszedlem tam na obiadek (gulasz z knedlem, surówka i browarek - razem 42 PLN, było by troszkę taniej gdybym miał przy sobie czeską walutę). Później powrót do schroniska gdzie poznalem moich współlokatorów (ludzie ze Szczecina i Tarnowa). Wieczorem w TV bieg łączony z brązem dla Justyny Kowalczyk (brawo Justynka).
Sobota - cały dzień do dyspozycji więc od rana przypinam narty i znowu tą samą trasą od Voseckiej Boudy tym razem już do przejścia, dalej pobiegłem leśną drogą p.poż (nr 27 jeśli mnie pamięć nie myli) mając nadzieję że droga ta doprowadzi mnie do tras jakuszyckich. Los chciał jednak inaczej i po dłuższym czasie (ok 2km słabo przetartą trasą) dojechałem w okolice stacji kolejowej w Harrachovie skąd udałem się w kierunku miasta (narty zdjąłem na campingu). Z nartami w ręku przeszedłem przez Harrachov wstępując na obiadek czyli smażony ser z kuleczkami ziemniaczanymi, surówką i piwkiem (te kuleczki ziemniaczane są strasznie niewygodne, ciężko je nabić na widelec bo uciekają). Z Harrachova ośmiokilometrową trasą (Krkonošská lyžařská cesta) pobiegłem (czyt. poczłapałem) pod górę na Halę Szrenicką. Razem w sobotę wyszło około 30km na biegówkach. Po powrocie poznałem nowych współlokatorów czyli Adama z Piaseczna oraz Magdę i Marcina z Wrocławia.
Wieczorem dla odmiany oglądanie skoków (Brawo Małysz). W niedzielę rano wycieczka grzbietem Karkonoszy w kierunku Śnieżnych Kotłów, dobiegłem prawie do Śnieżnych Kotlów (z wiatrem biegło się fajnie. gorzej było z drogą powrotną pod wiatr). Ze schroniska wróciłem do Szklarskiej razem z Magdą i Marcinem skąd zabraliśmy się stopem z Adamem (który zjechał ze schroniska na zjazdówkach).
Po piętnastej byliśmy we Wrocławiu.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Carlsberg czyli Karłów

No i po weekendzie w Karłowie :). Pojechaliśmy w osiem osób na dwa samochody, cztery osoby z własnymi nartami, a cztery bez nart (z nadzieją że uda się sprzęt dostać na miejscu). Do Karłowa wjeżdżaliśmy od strony Dusznik-Zdroju, udało się wjechać bez zakładania łańcuchów, chociaż niewiele brakowało do ich użycia. Były momenty że samochód trzeba było popchnąć. Noclegi mieliśmy na prywatnych kwaterach. Po rozlokowaniu się na pokojach, udaliśmy się koło południa do wypożyczalni. Na miejscu okazało się że brakuje nart. Zmuszeni byliśmy do podzielenia się na dwie grupy. Grupa narciarska pojechała do Pasterki na obiad i z powrotem, natomiast grupa piesza poszła na Szczeliniec (o dziwo szlak nie był zamknięty), a później poszli jeszcze w kierunku Pasterki. W niedzielę po spakowaniu się pojechaliśmy do wypożyczalni (o godz 9 z minutami). Udało się zdobyć dwie pary nart (na cztery potrzebne). Narciarze udali się do Batorówka, natomiast piesi musieli przedzierać się przez śniegi :(. Powrót drogą na Kudowę, lepiej przygotowana (więcej miejsca do wymijania). Tradycyjnie przed Wrocławiem koreczek (bez stania, ale z powolną jazdą)

na nartach zrobiliśmy:
pierwszy dzień 8,5km
drugi dzień 19km

Pora na małe podsumowanie mojej pierwszej wizyty biegówkowej w tym rejonie.
PLUSY
  • Dobrze przygotowane trasy (ratrakowane z założonym śladem, wg oficjalnej mapki powyżej 30km tras)
  • Baza noclegowa
  • Połączenie z czeskim kompleksem tras biegowych (Police nad Metují)
  • Bardzo dobre oznakowanie tras (na każdym skrzyżowaniu schemat tras)
MINUSY
  • Tylko jedna wypożyczalnia nart i w weekendy w sezonie kłopoty z dostaniem sprzętu. Można telefonicznie zarezerwować narty z pewnym wyprzedzeniem, ale nie wiem jak wtedy z dopasowaniem buta (numer numerowi nierówny)
  • Drogi dojazdowe utrzymane tak sobie, miejscami ciężko się wyminąć (szczególnie na drodze od Dusznik-Zdroju)

czwartek, 4 lutego 2010

Skandynawskie wspomnienia

Kilka luźnych wspomnień (haseł) z czasów studenckich gdy jeździłem  do Szwecji na jagody


Älvdalen - Szwedzkie miasteczko, nasza główna baza wypadowa. W Alvdalen był skup jagód, dwa sklepy samoobslugowe (ICA i Domus), a w wioskach dookoła domki kempingowe.
Näckådalen, Untorp - Urocze wioski położone w głębi lasów w okolicach Alvdalen
Näckådalens Såg - Tartak napędzany wodą, ma ze sto lat i jest wciąż sprawny :). Pięknie położony w lesie.
Dalarna - Region w Szwecji gdzie kilka razy podczas studiów jeździłem na jagody czyli blåbär
Tränsglet - Zapora wodna, robi wrażenie.
Vettifossen - Największy wodospad jaki kiedykolwiek widziałem z tak bliska.
Jotunheimen - Dzicz, istna dzicz (Park Narodowy Jotunheimen w Norwegii).
Geirangerfjord - Najbardziej malowniczy fjord norwegii. Polecam rejs promem z Geiranger do Hellesylt (lub w drugą stronę), trwa to około godziny pełnej zachwytów nad pięknymi widokami.
De syv søstrene (Siedem Sióstr) - Jeden z najbardziej znanych wodospadów spadających do Geirangerfjord
Brudesløret (Welon Panny Młodej) - Drugi wodospad spadający do Geirangerfjord
Kaupanger, Lom, Fåvang - stavkirke czyli kościoły klepkowe takie jak Vang w Karpaczu.
Norwegia - trzydniowa wycieczka po krainie trolli i fiordów.

(któregoś  dnia gdy będę miał chwilę czasu zeskanuje i wrzucę tu kilka fotek)

środa, 3 lutego 2010

Kolejny weekend na biegówkach

Najbliższy weekend znowu na biegówkach. Tym razem z powodu braku miejsc noclegowych w Jakuszycach (zarówno w Orlu jak i w Chatce Górzystów) będziemy testować trasy w Górach Stołowych. Baza wypadowa w Karłowie.
Raport z wyprawy niebawem :)

niedziela, 23 sierpnia 2009

Izery rowerem

Mały weekendowy wypad w Góry Izerskie. W sobotę rano wyjechałem z Wrocławia do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po godz 10, wyruszyłem rowerem szlakiem nr 8, szlak dosyć wymagający (szczególnie "podjazd" wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego). Następnie nr 9 do Chatki Górzystów. W Chatce tradycyjnie zjadłem naleśnika, następnie zostawiłem bagaże w zbirówce i pojechałem na małą przejażdżkę do Czech. Pojechałem przez most przy Graniczniku (za mostem ok 2km odcinek trudnej drogi) do Jizerki i zrobiłem sobie małą przejażdżkę po czeskich Izerach (dojechałem do Smedavy, gdzie planowałem wrzucić coś na ruszt, lecz z powodu braku miejsc w lokalu zrezygnowałem). Po małym posiłku w Jizerce powróciłem na polską stronę. W schronisku zostawiłem rower i korzystając z dnia wybrałem się na mały spacer żółtym szlakiem w kierunku Stogu Izerskiego i z powrotem.

W niedzielę rano śniadanie, spakowanie betów (i pozostawienie ich chwilowo w Chatce) oraz mała rundka rowerem żółtym szlakiem w kierunku Stogu (dojechałem do granicy PL/CZ, pojechałem wzdłuż granicy i odbiłem od szlaku w kierunku Polany Izerskiej). Powrót do schroniska asfaltem (super zjazd), w schronisku posiłek czyli smażony ser i koło południa z wszystkimi bagażami wyruszyłem w drogę powrotną przez Orle, Jakuszyce i wzdłuż linii kolejowej do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po 13 więc 1,5 godziny przed odjazdem pociągu, to dużo czasu toteż skierowałem rower w kierunku stacji Szklarska Poręba Dolna, później do Piechowic, Jeleniej Góry by w końcu wsiąść do pociągu w Wojanowie (2,5 godziny od przyjazdu do Szklarskiej).

We Wrocławiu byłem po 19, a przed 21 byłem już w domu :)
Trzeba by pomyśleć o kolejnej takiej wycieczce.

wtorek, 7 lipca 2009

Rysy 2009

Jakieś dwa miesiące temu, kumpel mający żyłkę wielkiego organizatora różnego rodzaju imprez, rzucił hasło zdobycia Rysów. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem się zaryzykować wyjazd w Tatry w tak trudnym terminie jak początek lipca. W wyznaczonym terminie, w piątek, razem z trójką znajomych z Wrocławia wyruszyliśmy do Krakowa. W Krakowie przenocowaliśmy u naszego organizatora by o 5:00 wyruszyć w góry. Na parkingu byliśmy o koło 7 rano, poczekaliśmy jeszcze pół godziny na przybycie reszty ekipy (w sumie 17 osób) i wyruszyliśmy z plecakami do schroniska. Noclegi mieliśmy zaklepane w Schronisku w Roztoce. Do schroniska poszliśmy tradycyjną drogą czyli nieszczęsnym asfaltem (mogliśmy wybrać drogę zaopatrzeniową którą puszczany jest obecnie ruch turystyczny w związku z remontem drogi na Morskie Oko). W schronisku zostawiliśmy bety i ruszyliśmy w kierunku Morskiego Oka i Czarnego Stawu. Przy Czarnym Stawie była chwila odpoczynku i ruszyliśmy małymi grupami, każdy w swoim tempie, na Rysy. Na odcinku od Czarnego Stawu do Buli pod Rysami na szlaku było kilka płatów zbitego śniegu, powyżej Buli były już tylko łańcuchy. Na szczycie trochę ludzi i zachmurzenie z chwilowymi rozjaśnieniami (mieliśmy chwilę widoku na Litworową Dolinę), pogoda była bezwietrzna więc posiedzieliśmy na szczycie dobre pół godziny. W drodze powrotnej widzieliśmy z Buli akcję TOPRu nad Czarnym Stawem (jak się później dowiedziałem turystka z rozbitą głową). Przy zejściu z Czarnego Stawu przy strumyku przy szlaku siedział sobie w zaroślach młody jelonek (chyba), którego zresztą widzieliśmy w tym samym miejscu w drodze na szczyt. W schronisku nad Morskim Okiem chwila przerwy i za dziesięć dwudziesta byliśmy w Starej Roztoce w schronisku. Grupka z którą zdobyłem Rysy zameldowała się w schronisku jako druga zaraz za grupką która wycofała się znad Czarnego Stawu i wróciła przez Piątkę. Po kolacji i prysznicu wyszedłem jeszcze na szlak po ostatnią grupę aby wspomóc ich latarką (do schroniska przybyliśmy po dwudziestej drugiej).
Następnego dnia wyszliśmy Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. W drodze powrotnej zlało nas bez litości (a mogłem wziąć pelerynkę). Po powrocie ze szlaku plecaki na plecy i powrót na Palenicę (tym razem poszedłem drogą zaopatrzeniową, jest o wiele przyjemniejsza od asfaltu) i dalej samochodami do domów.

środa, 28 stycznia 2009

Oleśnica - Biały Dunajec wrzesień 2006


Na razie nic ciekawego się nie dzieje, więc można powspominać. Na pierwszy ogień idzie moja najdłuższa wyprawa rowerowa z Oleśnicy do Białego Dunajca
(wersja robocza)

Dzień pierwszy: Oleśnica - Kały

Początek mojej wyprawy, to tylko rozgrzewka około 80km. Droga wojewódzka do Namysłowa była na szczęście w miarę pusta więc jechało się w miarę dobrze. Za Namysłowem odbijam w kierunku na Opole aby później skierować się przez Bory Stobrawskie w kierunku Budkowic i Kał gdzie nie spiesząc się byłem koło godziny 14-15. Wujek i ciocia trochę się zdziwili na mój widok, nie pamiętam ile lat upłynęło od mojej ostatniej wizyty u Nich. Jak mogłem się spodziewać nie było szans na ruszenie w dalszą drogę. Dalsza część dnia upłynęła tak jak typowa "wizyta u rodziny".

Dzień drugi: Kały, Świerkle

Rano udałem się z wujkiem do lasu na grzybki, nie było ich zbyt dużo ale spacer po lesie to zawsze miła rzecz. Po powrocie przyszedł czas na dalsze odwiedziny, tym razem była to wizyta w Świerklach (pobliskiej wiosce) oraz w szpitalu gdzie leżała nieżyjąca już ciocia.

Dzień trzeci: Kały - Czarnowąsy

Kolejny dzień w Kałach, po obiedzie wyruszam w dalszą drogę w kierunku Opola do Czarnowąsów (to tylko 20 km). Znowu rodzinna wizyta i ostatni dzień laby, następnego dnia rozpoczynam prawdziwą jazdę.

Dzień czwarty Czarnowąsy - Racibórz (Obora)

Trasa liczyła około 90 km. Przejazd przez Opole trochę męczący, częste postoje aby sprawdzić trasę na mapie. Następnie jazda drogą 423 w kierunku na Krapkowice, przejazd nad autostradą i jazda na Kędzierzyn-Koźle, Kuźnię Raciborską i Racibórz. Przed Kędzierzynem obiadek w przydrożnym barze nad jeziorkiem. W Raciborzu okazało się że w akademiku w którym planowałem nocleg wszystkie miejsca zajęte przez gości weselnych. Po krótkich poszukiwaniach decyduję się na nocleg na kempingu w Oborze tuż za Raciborzem. Przed snem jeszcze mały wypad do miasta na małe co nieco.

Dzień piąty Racibórz - Ujsoły

Jazda w górę Odry przez wioski w kierunku granicy, przejazd przez Czechy niestety pogoda była fatalna cały czas padał deszcz. rozpogodziło się nieco dopiero przed samą granicą, i całe szczęście bo w Polsce było ostro pod górę od granicy w Istebnej do Koniakowa. W Koniakowie krótki postój, obiadek i oglądanie miejscowego rękodzieła (słynnych koronek). Za Koniakowem ostry zjazd z górki w stronę Rajczy i na nocleg w Ujsołach (z poprzedniej wizyty w tych okolicach pamiętałem że niestety asfaltu na krótkich odcinkach nie ma, więc nie można się za bardzo rozpędzać). W Ujsołach nocleg w znajomej agroturystyce (agroturystykę prowadzi ciocia moich znajomych u których byłem tam parę miesięcy wcześniej na weselu). Po znajomości mały rabacik :).

Dzień szósty Ujsoły - Limanowa

Po obfitym śniadaniu którym zostałem poczęstowany przez miłych gospodarzy wyruszyłem w dalszą drogę. Do Żywca jazda była lekka (cały czas wzdłuż rzeki), gdzieś pomiędzy Ujsołami a Rajczą w rzece wypatrzyłem czarnego bociana który zdążył odlecieć zanim wyciągnąłem aparat.
Tego dnia planowałem dojechać do Rabki (nocowałem już kiedyś w tamtejszym schronisku). W Rabce byłem dosyć wcześnie więc stwierdziłem że szkoda dnia i pojechałem dalej do Limanowej gdzie przenocowałem w centrum miasta w małym hoteliku.

Dzień siódmy Limanowa - Krosno

Droga z Limanowej do Krosna zleciała dosyć szybko (choć czasem w deszczu). Do Gorlic droga wiodła głównymi drogami (z małymi objazdami przez wioski). W Gorlicach zjechałem z głównej drogi i bocznymi drogami dojechałem po południu do Krosna gdzie odwiedziłem kolegę ze studiów i jego rodzinę.

Dzień ósmy Krosno

Dzień odpoczynku: zwiedzanie miasta, wizyta w serwisie (rower wymagał małej naprawy).

Dzień dziewiąty Solina (samochodem)

Razem z kolegą, jego żoną i synkiem pojechaliśmy nad zalew Soliński odwieść znajomego, który wybierał się na wędrówkę w Bieszczady. Poszliśmy sobie na mały dwugodzinny spacerek w teren.

Dzień dziesiąty Krosno - Ochotnica Górna

Po długim odpoczynku, znowu jazda. Postanowiłem przenocować w schronisku w Gorcach, niestety okazało się że rowerem tam nie dojadę (nie miałem dokładnej mapy, a plany czyniłem na podstawie zwykłej samochodówki). Gdy droga stawała się bardziej stroma, a wokół się ściemniało, podjąłem decyzje o powrocie do Ochotnicy w poszukiwaniu noclegu. Przenocowałem w agroturystyce. W nocy obudził mnie deszcz bębniący w dach, rano na szczęście nie padało.

Dzień jedenasty Ochotnica Górna - Biały Dunajec

Biały Dunajec jest blisko, więc jadę powoli podziwiając widoki, droga z Ochotnicy na Przełęcz Knurowską jest świeżo po remoncie. Zatrzymuję się przy tablicach informacyjnych rozstawionych przy drodze. Od przełęczy jest z górki, ale asfalt jest fatalny. Po krótkim zjeździe zatrzymuję się przy bacówce aby zakupić oscypka na drogę. W bacówce niespodziewanie zostałem poczęstowany śniadaniem przez górali. Śniadanko i rozmowa trwała dłuższą chwilkę, później dalszy zjazd w kierunku Knurowa. Piękne widoki na zalew Czorsztyński.
W Białym Dunajcu byłem koło południa, odstawiłem rowerek a następnego dnia rozpoczęły się wędrówki po Tatrach - pieszo :)




Pokaż Rowerem do Białego na większej mapie


piątek, 5 maja 2000

Góry - początek

Długi weekend AD 2000 Krościenko - Krynica

Po zamieszkaniu w akademiku T-19 na "Wittigowie" w marcu trafiłem do DA Redemptor (kolega wysłał mnie na "Kurs Filip"). W trakcie kursu dowiedziałem się o Wiosennym Rajdzie Redemptora który został zaplanowany na długi weekend.


widok na Krościenko nad Dunajcem

Krościenko

Po nocnej jeździe pociągiem dotarliśmy do Krościenka nad Dunajcem. Rozlokowaliśmy się na kwaterze opodal rzeki (gospodarze spodziewali się nieco mniejszej grupy ale się zmieściliśmy). Gdy załatwiliśmy sprawy lokalowe wyszliśmy zdobywać Pieniny. Piękne widoki, na podejściu na kamieniach wygrzewała się mała żmijka (udało się jej nie rozdeptać).Zwiedziliśmy wszystko co było do zwiedzenia (pamiętam piękny widok na przełom Dunajca i słynną sosenkę na Sokolicy), wróciliśmy do Krościenka gdzie wieczorem nad brzegiem rzeki odbyła się impreza przy ognisku.





Krościenko - Schronisko pod Durbaszką i Wąwóz Homole

Rano udaliśmy się autobusem (w celu uniknięcia kilkukilometrowego spacerku po asfalcie) do Szczawnicy skąd wyruszyliśmy w górę część grupy poszła na łatwiznę i wjechała na Jaworzynkę Krynicką korzystając z kolejki gondolowej, ja wraz z większością uczestników rajdu weszliśmy tam pieszo. Po zebraniu się z powrotem w jedną całość wyruszyliśmy grzbietem na wschód (tam musi być jakaś cywilizacja) w kierunku kolejnego noclegu czyli "Schroniska pod Durbaszką). W schronisku zostawiliśmy nasze rzeczy i poszliśmy zwiedzać pobliski Wąwóz Homole.


Schronisko pod Durbaszką - Łomnica-Zdrój

Trzeciego dnia mieliśmy najtrudniejszą trasę - ze schroniska do Łomnicy-Zdroju z plecakami. Cały dzień szliśmy grzbietem górskim mając słoneczko po prawej stronie co było później widoczne na opaleniźnie :). Odpoczęliśmy chwilę przy Bacówce na Obidzy. Spotkaliśmy na szlaku kilku żołnierzy pilnujących granicy, oczywiście dziewczyny zrobiły sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. Wieczorem zeszliśmy do Piwnicznej-Zdroju i po pokonaniu jeszcze jednej górki (po całym dniu chodzenia wydawała się ogromna) doszliśmy do Łomnicy-Zdrój, gdzie mieliśmy dwa kolejne noclegi w Domu Rekolekcyjnym Redemptorystów. W domu miały rekolekcje małżeństwa z Krakowa, a my zostaliśmy zakwaterowani w ogrodzie w baraczku.

Wycieczka przez Radziejową

Czwartego dnia już z małymi plecakami udaliśmy się pociągiem do Rytra lub Starego Sącza (niestety tyle czasu upłynęło i trudno odtworzyć z pamięci) i z niej pieszo górskimi szlakami przez Radziejową wróciliśmy do Łomnicy na ostatni nocleg, by rano wsiąść do pociągu i powrócić do Wrocławia.


Powyżej spisałem to co pamiętam (minęło już 9 lat), był to mój pierwszy prawdziwy wypad w góry (wędrówka z plecakiem, nocleg w schronisku, wieczory z gitarą). Poznałem tam parę osób (między innymi: Marcina, Kamila, Anię, Jolę, Olę, Lucynkę, Tomka, Agnieszkę i oczywiście O.K.) z którymi jeszcze wielokrotnie wędrowałem po górach i nie tylko. Dowiedziałem się też o Białym Dunajcu gdzie we wrześniu spotykają się setki wrocławskich i opolskich studentów którzy tłumnie wędrują po tatrzańskich szlakach i oblegają cukiernię "W Podwórku" w Zakopanem :).