Mały weekendowy wypad w Góry Izerskie. W sobotę rano wyjechałem z Wrocławia do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po godz 10, wyruszyłem rowerem szlakiem nr 8, szlak dosyć wymagający (szczególnie "podjazd" wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego). Następnie nr 9 do Chatki Górzystów. W Chatce tradycyjnie zjadłem naleśnika, następnie zostawiłem bagaże w zbirówce i pojechałem na małą przejażdżkę do Czech. Pojechałem przez most przy Graniczniku (za mostem ok 2km odcinek trudnej drogi) do Jizerki i zrobiłem sobie małą przejażdżkę po czeskich Izerach (dojechałem do Smedavy, gdzie planowałem wrzucić coś na ruszt, lecz z powodu braku miejsc w lokalu zrezygnowałem). Po małym posiłku w Jizerce powróciłem na polską stronę. W schronisku zostawiłem rower i korzystając z dnia wybrałem się na mały spacer żółtym szlakiem w kierunku Stogu Izerskiego i z powrotem.
W niedzielę rano śniadanie, spakowanie betów (i pozostawienie ich chwilowo w Chatce) oraz mała rundka rowerem żółtym szlakiem w kierunku Stogu (dojechałem do granicy PL/CZ, pojechałem wzdłuż granicy i odbiłem od szlaku w kierunku Polany Izerskiej). Powrót do schroniska asfaltem (super zjazd), w schronisku posiłek czyli smażony ser i koło południa z wszystkimi bagażami wyruszyłem w drogę powrotną przez Orle, Jakuszyce i wzdłuż linii kolejowej do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po 13 więc 1,5 godziny przed odjazdem pociągu, to dużo czasu toteż skierowałem rower w kierunku stacji Szklarska Poręba Dolna, później do Piechowic, Jeleniej Góry by w końcu wsiąść do pociągu w Wojanowie (2,5 godziny od przyjazdu do Szklarskiej).
We Wrocławiu byłem po 19, a przed 21 byłem już w domu :)
Trzeba by pomyśleć o kolejnej takiej wycieczce.
niedziela, 23 sierpnia 2009
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Weekend na rowerze
W świąteczny weekend postanowiłem pojeździć sobie rowerkiem. Aby nie jeździć samemu dałem znać paru znajomym osobom o swoich planach i na sobotę zebrała się trzyosobowa grupa rowerowa która wyruszyła z Wrocka do Trzebnicy. Po przejechaniu 30 km zastaliśmy w Trzebnicy jarmark cysterski (rycerze, średniowiecze i takie klimaty). Pozwiedzaliśmy troszkę, pooglądaliśmy co było do obejrzenia i wróciliśmy do Wrocławia. We Wrocławiu rozstałem się z resztą grupy i pojechałem do domu (kolejne 30 km).
W niedzielę już samotnie wybrałem się do Wrocławia i z powrotem (ot tak sobie pojeździć).
A w przyszłym tygodniu może na weekend w Izery na rowerku :). Jak znajdą się chętni na taką wycieczkę to będzie fajnie, a jak nie to pojadę sam :p
W niedzielę już samotnie wybrałem się do Wrocławia i z powrotem (ot tak sobie pojeździć).
A w przyszłym tygodniu może na weekend w Izery na rowerku :). Jak znajdą się chętni na taką wycieczkę to będzie fajnie, a jak nie to pojadę sam :p
sobota, 8 sierpnia 2009
Na ratunek jaskółkom
W pomieszczeniu gdzie trzymamy rowery, motory i inne urządzenia, a które kiedyś było zwykłą oborą, jest kilka gniazd jaskółek. Dzisiaj naprawiałem tam dętkę od roweru i zobaczyłem że jedno gniazdo odpadło i w jego szczątkach leżą sobie młode jaskółki, nie wiem w jakim są wieku ale jeszcze nie potrafią latać. Szkoda mi ich było bo na podłodze miały marne szanse na przeżycie z powodu kotów, a i ich rodzice nie zlatywały do nich z pokarmem tylko siadały na haku sterczącym z sufitu w pobliżu miejsca gdzie wcześniej było gniazdo. Ponieważ gorzej być nie mogło to postanowiłem spróbować im jakoś pomóc, wpakowałem pisklęta (jest ich pięć) do plastikowego pojemniczka i zawiesiłem na haku na którym siadały stare jaskółki. Jak później zaobserwowałem rodzice zaczęli karmić swoje potomstwo, więc chyba będzie dobrze :)
wtorek, 7 lipca 2009
Rysy 2009
Jakieś dwa miesiące temu, kumpel mający żyłkę wielkiego organizatora różnego rodzaju imprez, rzucił hasło zdobycia Rysów. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem się zaryzykować wyjazd w Tatry w tak trudnym terminie jak początek lipca. W wyznaczonym terminie, w piątek, razem z trójką znajomych z Wrocławia wyruszyliśmy do Krakowa. W Krakowie przenocowaliśmy u naszego organizatora by o 5:00 wyruszyć w góry. Na parkingu byliśmy o koło 7 rano, poczekaliśmy jeszcze pół godziny na przybycie reszty ekipy (w sumie 17 osób) i wyruszyliśmy z plecakami do schroniska. Noclegi mieliśmy zaklepane w Schronisku w Roztoce. Do schroniska poszliśmy tradycyjną drogą czyli nieszczęsnym asfaltem (mogliśmy wybrać drogę zaopatrzeniową którą puszczany jest obecnie ruch turystyczny w związku z remontem drogi na Morskie Oko). W schronisku zostawiliśmy bety i ruszyliśmy w kierunku Morskiego Oka i Czarnego Stawu. Przy Czarnym Stawie była chwila odpoczynku i ruszyliśmy małymi grupami, każdy w swoim tempie, na Rysy. Na odcinku od Czarnego Stawu do Buli pod Rysami na szlaku było kilka płatów zbitego śniegu, powyżej Buli były już tylko łańcuchy. Na szczycie trochę ludzi i zachmurzenie z chwilowymi rozjaśnieniami (mieliśmy chwilę widoku na Litworową Dolinę), pogoda była bezwietrzna więc posiedzieliśmy na szczycie dobre pół godziny. W drodze powrotnej widzieliśmy z Buli akcję TOPRu nad Czarnym Stawem (jak się później dowiedziałem turystka z rozbitą głową). Przy zejściu z Czarnego Stawu przy strumyku przy szlaku siedział sobie w zaroślach młody jelonek (chyba), którego zresztą widzieliśmy w tym samym miejscu w drodze na szczyt. W schronisku nad Morskim Okiem chwila przerwy i za dziesięć dwudziesta byliśmy w Starej Roztoce w schronisku. Grupka z którą zdobyłem Rysy zameldowała się w schronisku jako druga zaraz za grupką która wycofała się znad Czarnego Stawu i wróciła przez Piątkę. Po kolacji i prysznicu wyszedłem jeszcze na szlak po ostatnią grupę aby wspomóc ich latarką (do schroniska przybyliśmy po dwudziestej drugiej).
Następnego dnia wyszliśmy Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. W drodze powrotnej zlało nas bez litości (a mogłem wziąć pelerynkę). Po powrocie ze szlaku plecaki na plecy i powrót na Palenicę (tym razem poszedłem drogą zaopatrzeniową, jest o wiele przyjemniejsza od asfaltu) i dalej samochodami do domów.
Następnego dnia wyszliśmy Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. W drodze powrotnej zlało nas bez litości (a mogłem wziąć pelerynkę). Po powrocie ze szlaku plecaki na plecy i powrót na Palenicę (tym razem poszedłem drogą zaopatrzeniową, jest o wiele przyjemniejsza od asfaltu) i dalej samochodami do domów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
