niedziela, 16 maja 2010

Słowacki Raj

Długi weekend majowy upłyną mi na Słowacji, a dokładniej to na Słowackim Raju.
I Dzień
Razem ze znajomymi wybraliśmy się w sobotę o świcie z Krakowa na Słowację. Przejechaliśmy obok ośnieżonych Tatr.
Przed 11 byliśmy na campingu Podlesok gdzie byliśmy zakwaterowani. Po rozlokowaniu się w domkach.
Godzinę później byliśmy już na szlaku wzdłuż Hornádu, szliśmy szlakiem przy krawędzi kanionu wyciętego w wapiennych górach przez Hornád, by później wrócić szlakiem biegnącym tuż nad rzeką (czasem dosłownie nad rzeką).
 Do domków dotarliśmy już po zmroku.
II dzień
Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż potoczku o nazwie Suchá Belá. Trasa dla odmiany była pełna drewnianych kładek i metalowych drabin.

Obiad zjedliśmy w schronisku na polanie obok Kláštoriska, ruin klasztoru kartuzów. Skąd wróciliśmy do domków.

III Dzień
Rano pakowanie się do samochodów i w drogę powrotną. Oczywiście nie pojechaliśmy prosto do Krakowa, lecz po drodze zahaczyliśmy o Spiski Zamek (Spišský Hrad). Ruiny potężnego zamczyska, jest gdzie chodzić i co zwiedzać.

Na dużym, porośniętym trawą, podgrodziu zamku spokojnie żyją sobie susły.

Po zwiedzeniu zamku. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Lewoczy na obiad. Wybór padł na restaurację "U 3 Apostołów", gdzie za niewielkie pieniądze zjedliśmy sobie całkiem niezły obiadek. W sali restauracyjnej na ścianach są zawieszone drewniane figury trzech apostołów: św. Piotra, św. Jana Ewangelisty oraz św. Jakuba Starszego (tego z Santiago de Compostella)

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Kilka mgnień wiosny

Pierwsze fotki zrobione moim nowym aparatem :)

tulipanik :)

żółte kwiatki

pierwsze kwitnące wiśnie w ogrodzie

agrest i trzmiel

środa, 31 marca 2010

Koniec sezonu narciarskiego

Weekend 20-21 III ostatnia w tym sezonie wyprawa na narty. Tym razem wybraliśmy się a narty całym stadem, przybyło nas do Jakuszyc czternaście osób. Prezentowaliśmy różny poziom zaawansowania biegówkowego: od ludzi całkiem dobrze sobie radzących, poprzez ludzi którzy zaczęli w zeszłym sezonie do zupełnych nowicjuszy. Po wypożyczeniu biegówek i krótkim instruktażu dla początkujących ruszyliśmy przez Rozdroże pod Cichą Równią do Orla. W Orlu dłuższy postój gdzie podziwialiśmy uczestników Biegu Izerskiego i Retro. W tym roku w Biegu Izerskim nie startowałem (przyjechałem do Orla nieco za późno). Po odpoczynku wyruszyliśmy do Chatki Górzystów gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Po rozlokowaniu się w pokojach i małym posiłku udaliśmy się jeszcze w parę osób w kierunku Świeradowa troszkę sobie jeszcze pobiegać. Po powrocie rozmowy przy kominku, mafia, karty, piwko, winko i poszliśmy kulturalnie spać przed pierwszą :)
W niedzielę powrót do Jakuszyc w lekkim deszczu, obiad w Harrachovie i powrót do domu.

Sezon narciarski 2009/2010 uważam za zamknięty.

czwartek, 18 marca 2010

Cztery dni w Izerbejdżanie

W tydzień po Biegu Piastów wybraliśmy się z grupą znajomych znowu w Góry Izerskie czyli do Izerbejdżanu.
Cel był taki jak zwykle o tej porze roku - biegówki. W czwartek przed południem zaparkowaliśmy auto na parkingu w Jakuszycach i przez Rozdroże pod Cichą Równią udaliśmy się do Orla. Ponieważ nie był to wyścig więc jechaliśmy bez pośpiechu i spokojnie. Po zakwaterowaniu się w pokoju udaliśmy się na obiadek do Chatki Górzystów gdzie zjedliśmy jak zawsze pyszne i pięknie podany smażony ser. Gdy dojeżdżaliśmy z powrotem do Orla zapadał zmrok.
W piątek kierunek Harrachov, małe zakupy, czeski obiadek i powrót. W drodze powrotnej ciężka jazda, padał śnieg po którym ciężko się jechało.
W sobotę wcześnie rano wraz z kolegą jedziemy do Jakuszyc przez Samolot. Do szczytu przecieramy szlak, w dół już przetarte przez jedną czy dwie osoby. Szybki zjazd do Jakuszyc i jazda samochodem do Jeleniej Góry po piątą uczestniczkę wyprawy. Wraz z Nią jedziemy do Orla a dalej jak w czwartek (czyli Chatka). Wieczorem testujemy najnowszą inwestycję w Orlu - saunę. Siedzimy tam przez cztery godzinki, oczywiście z przerwami na kąpiel w strumyku.
Niedziela czas powrotu. Część wyprawy wraca autem a część pociągiem, ja jadę pociągiem. Ekipa pociągowa udała się do Szklarskiej na nartach. 

 Ta sama wycieczka widziana innym okiem.  

środa, 10 marca 2010

Bieg Piastów

6 III - 34 Bieg Piastów (dla mnie pierwszy). Udało się przebiec całą trasę klasykiem. Trasa była nieco skrócona (zamiast 50km było 45,5km), mój pierwszy Bieg Piastów zakończyłem w czasie krótszym niż pięć godzin. Było ciężko, ciężej niż się spodziewałem. Przed kolejnym biegiem trzeba popracować nad kondycją i smarowaniem nart oraz wymienić sprzęt (najwyższy czas bo stary sprzęt się już kończy)
Kolega startował na krótszym dystansie (26km) i też szczęśliwie ukończył bieg.

A niedługo Bieg Izerski, też tam będę :)

poniedziałek, 1 marca 2010

Jakuszyce 28 II 2010

Niedzielna wyprawa do Jakuszyc na biegówki. Tłumy większe niż zwykle (dzień wcześniej Justyna Kowalczyk zdobyła olimpijskie złoto). Pogoda dopisała (troszkę wiało na otwartych przestrzeniach, ale większość tras prowadziła przez lasy. Była z nami nowa pasjonatka biegówek (jak na drugi wyjazd na biegówki radziła już sobie bardzo dobrze). Po południu jak wracaliśmy z Orla, na trasach było już właściwie pusto (jechaliśmy przez Rozdroże pod Cichą Równią).
Wyjazd udany, następny za tydzień w sobotę. Będzie masakra :)

piątek, 26 lutego 2010

Biegówki w Karkonoszach

Kolejny weekend (19-21 II 2010) na nartach.
Tym razem testowane były czeskie Karkonosze w okolicach Harrachova. W piątek rano pojechałem autobusem do Szklarskiej Poręby i z buta wszedłem na Halę Izerską. Na miejscu byłem niewiele po 12, dłuższą chwilę musiałem poczekać a przydzielenie pokoju. Po zakwaterowaniu wziąłem narty i poszedłem w stronę Voseckiej Boudy gdzie zaczynają się czeskie trasy biegowe w Karkonoszach. Ze względu na późną porę (było już po trzynastej) pojechałem trasą w stronę przejścia granicznego do Bilej Vody i z powrotem (zrobiłem ok 13-14km). Trasa ta była mi częściowo znana z poprzedniej wizyty w tym miejscu rok wcześniej. Po powrocie do Voseckiej Boudy zaszedlem tam na obiadek (gulasz z knedlem, surówka i browarek - razem 42 PLN, było by troszkę taniej gdybym miał przy sobie czeską walutę). Później powrót do schroniska gdzie poznalem moich współlokatorów (ludzie ze Szczecina i Tarnowa). Wieczorem w TV bieg łączony z brązem dla Justyny Kowalczyk (brawo Justynka).
Sobota - cały dzień do dyspozycji więc od rana przypinam narty i znowu tą samą trasą od Voseckiej Boudy tym razem już do przejścia, dalej pobiegłem leśną drogą p.poż (nr 27 jeśli mnie pamięć nie myli) mając nadzieję że droga ta doprowadzi mnie do tras jakuszyckich. Los chciał jednak inaczej i po dłuższym czasie (ok 2km słabo przetartą trasą) dojechałem w okolice stacji kolejowej w Harrachovie skąd udałem się w kierunku miasta (narty zdjąłem na campingu). Z nartami w ręku przeszedłem przez Harrachov wstępując na obiadek czyli smażony ser z kuleczkami ziemniaczanymi, surówką i piwkiem (te kuleczki ziemniaczane są strasznie niewygodne, ciężko je nabić na widelec bo uciekają). Z Harrachova ośmiokilometrową trasą (Krkonošská lyžařská cesta) pobiegłem (czyt. poczłapałem) pod górę na Halę Szrenicką. Razem w sobotę wyszło około 30km na biegówkach. Po powrocie poznałem nowych współlokatorów czyli Adama z Piaseczna oraz Magdę i Marcina z Wrocławia.
Wieczorem dla odmiany oglądanie skoków (Brawo Małysz). W niedzielę rano wycieczka grzbietem Karkonoszy w kierunku Śnieżnych Kotłów, dobiegłem prawie do Śnieżnych Kotlów (z wiatrem biegło się fajnie. gorzej było z drogą powrotną pod wiatr). Ze schroniska wróciłem do Szklarskiej razem z Magdą i Marcinem skąd zabraliśmy się stopem z Adamem (który zjechał ze schroniska na zjazdówkach).
Po piętnastej byliśmy we Wrocławiu.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Carlsberg czyli Karłów

No i po weekendzie w Karłowie :). Pojechaliśmy w osiem osób na dwa samochody, cztery osoby z własnymi nartami, a cztery bez nart (z nadzieją że uda się sprzęt dostać na miejscu). Do Karłowa wjeżdżaliśmy od strony Dusznik-Zdroju, udało się wjechać bez zakładania łańcuchów, chociaż niewiele brakowało do ich użycia. Były momenty że samochód trzeba było popchnąć. Noclegi mieliśmy na prywatnych kwaterach. Po rozlokowaniu się na pokojach, udaliśmy się koło południa do wypożyczalni. Na miejscu okazało się że brakuje nart. Zmuszeni byliśmy do podzielenia się na dwie grupy. Grupa narciarska pojechała do Pasterki na obiad i z powrotem, natomiast grupa piesza poszła na Szczeliniec (o dziwo szlak nie był zamknięty), a później poszli jeszcze w kierunku Pasterki. W niedzielę po spakowaniu się pojechaliśmy do wypożyczalni (o godz 9 z minutami). Udało się zdobyć dwie pary nart (na cztery potrzebne). Narciarze udali się do Batorówka, natomiast piesi musieli przedzierać się przez śniegi :(. Powrót drogą na Kudowę, lepiej przygotowana (więcej miejsca do wymijania). Tradycyjnie przed Wrocławiem koreczek (bez stania, ale z powolną jazdą)

na nartach zrobiliśmy:
pierwszy dzień 8,5km
drugi dzień 19km

Pora na małe podsumowanie mojej pierwszej wizyty biegówkowej w tym rejonie.
PLUSY
  • Dobrze przygotowane trasy (ratrakowane z założonym śladem, wg oficjalnej mapki powyżej 30km tras)
  • Baza noclegowa
  • Połączenie z czeskim kompleksem tras biegowych (Police nad Metují)
  • Bardzo dobre oznakowanie tras (na każdym skrzyżowaniu schemat tras)
MINUSY
  • Tylko jedna wypożyczalnia nart i w weekendy w sezonie kłopoty z dostaniem sprzętu. Można telefonicznie zarezerwować narty z pewnym wyprzedzeniem, ale nie wiem jak wtedy z dopasowaniem buta (numer numerowi nierówny)
  • Drogi dojazdowe utrzymane tak sobie, miejscami ciężko się wyminąć (szczególnie na drodze od Dusznik-Zdroju)

czwartek, 4 lutego 2010

Skandynawskie wspomnienia

Kilka luźnych wspomnień (haseł) z czasów studenckich gdy jeździłem  do Szwecji na jagody


Älvdalen - Szwedzkie miasteczko, nasza główna baza wypadowa. W Alvdalen był skup jagód, dwa sklepy samoobslugowe (ICA i Domus), a w wioskach dookoła domki kempingowe.
Näckådalen, Untorp - Urocze wioski położone w głębi lasów w okolicach Alvdalen
Näckådalens Såg - Tartak napędzany wodą, ma ze sto lat i jest wciąż sprawny :). Pięknie położony w lesie.
Dalarna - Region w Szwecji gdzie kilka razy podczas studiów jeździłem na jagody czyli blåbär
Tränsglet - Zapora wodna, robi wrażenie.
Vettifossen - Największy wodospad jaki kiedykolwiek widziałem z tak bliska.
Jotunheimen - Dzicz, istna dzicz (Park Narodowy Jotunheimen w Norwegii).
Geirangerfjord - Najbardziej malowniczy fjord norwegii. Polecam rejs promem z Geiranger do Hellesylt (lub w drugą stronę), trwa to około godziny pełnej zachwytów nad pięknymi widokami.
De syv søstrene (Siedem Sióstr) - Jeden z najbardziej znanych wodospadów spadających do Geirangerfjord
Brudesløret (Welon Panny Młodej) - Drugi wodospad spadający do Geirangerfjord
Kaupanger, Lom, Fåvang - stavkirke czyli kościoły klepkowe takie jak Vang w Karpaczu.
Norwegia - trzydniowa wycieczka po krainie trolli i fiordów.

(któregoś  dnia gdy będę miał chwilę czasu zeskanuje i wrzucę tu kilka fotek)

środa, 3 lutego 2010

Kolejny weekend na biegówkach

Najbliższy weekend znowu na biegówkach. Tym razem z powodu braku miejsc noclegowych w Jakuszycach (zarówno w Orlu jak i w Chatce Górzystów) będziemy testować trasy w Górach Stołowych. Baza wypadowa w Karłowie.
Raport z wyprawy niebawem :)

piątek, 15 stycznia 2010

Biegówki w Izerach

Zrobiłem sobie przedłużony weekend i pojechałem na cztery dni (7-10 stycznia) w Góry Izerskie.

Pojechaliśmy tam w trzy osoby: ja, Filip (który to wszystko zorganizował) i jego małżonka Asia. Wyruszyliśmy wczesnym czwartkowym porankiem z Wrocławia autobusem aby dotrzeć do Polany Jakuszyckiej o 11:00, następnie pół godzinki na przygotowanie i w trasę (szlakiem żółtym) do Orla rozlokować się w schronisku.

Po zostawieniu plecaków na kwaterze wykorzystaliśmy jeszcze resztę dnia i na nartach przejechaliśmy trasę wokół Koziego Grzbietu (trasa Biegu Izerskiego, tylko w drugą stronę). Wieczorem posiedzieliśmy w schronisku przy kominku :).

W piątek rano założyliśmy biegówki i pojechaliśmy na śniadanie do Chatki Górzystów. W Chatce na śniadanie oczywiście po naleśniku, a następnie w drogę: drogą w kierunku Świeradowa, po ok 200m od początku lasu skręciliśmy w lewo w leśną drogę z założonym śladem, a następnie w prawo w "Drogę Walcową" którą dotarliśmy do drogi łączącej Chatkę ze Świeradowem i dojechaliśmy nią do Polany Izerskiej. Z Polany wróciliśmy wspomnianą "Drogą Walcową" którą dojechaliśmy do żółtego szlaku i dalej do Chatki na obiadek (smażony ser). Po obiedzie trudny powrót w coraz silniejszym wietrze i śniegu do Orla (śnieg zaczął padać już wcześniej i w czasie powrotu z Polany Izerskiej miejscami mieliśmy całkiem zawiane własne ślady sprzed godziny).

W sobotę na śniadanie tradycyjnie w Chatce (tym razem jajecznica). W Chatce niespodzianka, spotkałem kumpla z czasów studenckich (byliśmy razem na spływie kajakowym Brdą). Tomek ze znajomymi też przyjechał na weekend na biegówki. Po śniadanku pojechaliśmy w kierunku Świeradowa i tam gdzie w piątek skręciliśmy w lewo tym razem skierowaliśmy się w prawo aby okrężną drogą w kierunku Rozdroża pod Cichą Równią, przez Jelenią Łąkę powrócić do Orla. Przed schroniskiem rozstałem się z Asią i Filipem którzy poszli na kwaterę a ja pojechałem jeszcze do Jakuszyc i z powrotem drogą przez "Samolot" (szlakiem czerwonym). W Orlu wieczór przy piwku (mają na stanie Ciechana Miodowego), wieczorem wpadł do schroniska Tomek pograł trochę na gitarze.

W niedzielę rano pakowanie, śniadanie w Orlu, i powrót na biegówkach do Szklarskiej. Trasa wiodła przez Rozdroże pod Cichą Równią, Górnym Duktem Końskiej Jamy i wzdłuż torów kolejowych do Szklarskiej n autobus i do domu.

Poniżej mapka z trasami które zrobiliśmy na biegówkach (w sumie wyszło 81km)


Pokaż Biegówki w Jakuszycach - na większej mapie

czwartek, 31 grudnia 2009

Koniec roku

Czas na małe podsumowanie roku oraz plany i postanowienia na kolejny rok :)

Po pierwsze. Dawno tu nie zaglądałem, dużo się działo i nie było za bardzo kiedy zaglądać. Najpierw we wrześniu pierwsza zmiana pracy i przeprowadzka do Oleśnicy. Od grudnia kolejna zmiana pracy (oraz zmiana branży) z powrotem w domu. W międzyczasie impreza andrzejkowa na Hali Szrenickiej (wraz z nocnym spacerem ze Szklarskiej do schroniska). A w weekendy szkoła.

Po drugie. Plany i postanowienia na 2010:
  • Ukończyć szkołę (w sumie koniec będzie na początku kolejnego roku ale cały 2010 trzeba wkuwać)
  • Zakupić cyfrówkę, myślę że będzie to Canon (kupiony Canon 1000D)
  • Przebiec Bieg Piastów, to już w marcu :) (zaliczone)
  • Zacząć biegać i poprawić kondycję
  • Poprawić angielski
  • Rozpocząć przygotowania do pielgrzymki w kierunku Santiago de Compostella. Jeśli uda się wygospodarować w tym roku przynajmniej jeden pełny miesiąc wolnego, optymalnie to byłoby ok 40 dni, to udałbym się albo pieszo z granicy francusko hiszpańskiej, albo z domu rowerem. W przypadku jazdy rowerem to najlepiej jechało by się w towarzystwie 2-3 osób. W ramach przygotowań od wiosny mam zamiar przejść/przejechać jak najwięcej dolnośląskich Dróg św. Jakuba

niedziela, 23 sierpnia 2009

Izery rowerem

Mały weekendowy wypad w Góry Izerskie. W sobotę rano wyjechałem z Wrocławia do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po godz 10, wyruszyłem rowerem szlakiem nr 8, szlak dosyć wymagający (szczególnie "podjazd" wzdłuż nieczynnego wyciągu narciarskiego). Następnie nr 9 do Chatki Górzystów. W Chatce tradycyjnie zjadłem naleśnika, następnie zostawiłem bagaże w zbirówce i pojechałem na małą przejażdżkę do Czech. Pojechałem przez most przy Graniczniku (za mostem ok 2km odcinek trudnej drogi) do Jizerki i zrobiłem sobie małą przejażdżkę po czeskich Izerach (dojechałem do Smedavy, gdzie planowałem wrzucić coś na ruszt, lecz z powodu braku miejsc w lokalu zrezygnowałem). Po małym posiłku w Jizerce powróciłem na polską stronę. W schronisku zostawiłem rower i korzystając z dnia wybrałem się na mały spacer żółtym szlakiem w kierunku Stogu Izerskiego i z powrotem.

W niedzielę rano śniadanie, spakowanie betów (i pozostawienie ich chwilowo w Chatce) oraz mała rundka rowerem żółtym szlakiem w kierunku Stogu (dojechałem do granicy PL/CZ, pojechałem wzdłuż granicy i odbiłem od szlaku w kierunku Polany Izerskiej). Powrót do schroniska asfaltem (super zjazd), w schronisku posiłek czyli smażony ser i koło południa z wszystkimi bagażami wyruszyłem w drogę powrotną przez Orle, Jakuszyce i wzdłuż linii kolejowej do Szklarskiej Poręby. W Szklarskiej byłem po 13 więc 1,5 godziny przed odjazdem pociągu, to dużo czasu toteż skierowałem rower w kierunku stacji Szklarska Poręba Dolna, później do Piechowic, Jeleniej Góry by w końcu wsiąść do pociągu w Wojanowie (2,5 godziny od przyjazdu do Szklarskiej).

We Wrocławiu byłem po 19, a przed 21 byłem już w domu :)
Trzeba by pomyśleć o kolejnej takiej wycieczce.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Weekend na rowerze

W świąteczny weekend postanowiłem pojeździć sobie rowerkiem. Aby nie jeździć samemu dałem znać paru znajomym osobom o swoich planach i na sobotę zebrała się trzyosobowa grupa rowerowa która wyruszyła z Wrocka do Trzebnicy. Po przejechaniu 30 km zastaliśmy w Trzebnicy jarmark cysterski (rycerze, średniowiecze i takie klimaty). Pozwiedzaliśmy troszkę, pooglądaliśmy co było do obejrzenia i wróciliśmy do Wrocławia. We Wrocławiu rozstałem się z resztą grupy i pojechałem do domu (kolejne 30 km).

W niedzielę już samotnie wybrałem się do Wrocławia i z powrotem (ot tak sobie pojeździć).

A w przyszłym tygodniu może na weekend w Izery na rowerku :). Jak znajdą się chętni na taką wycieczkę to będzie fajnie, a jak nie to pojadę sam :p

sobota, 8 sierpnia 2009

Na ratunek jaskółkom

W pomieszczeniu gdzie trzymamy rowery, motory i inne urządzenia, a które kiedyś było zwykłą oborą, jest kilka gniazd jaskółek. Dzisiaj naprawiałem tam dętkę od roweru i zobaczyłem że jedno gniazdo odpadło i w jego szczątkach leżą sobie młode jaskółki, nie wiem w jakim są wieku ale jeszcze nie potrafią latać. Szkoda mi ich było bo na podłodze miały marne szanse na przeżycie z powodu kotów, a i ich rodzice nie zlatywały do nich z pokarmem tylko siadały na haku sterczącym z sufitu w pobliżu miejsca gdzie wcześniej było gniazdo. Ponieważ gorzej być nie mogło to postanowiłem spróbować im jakoś pomóc, wpakowałem pisklęta (jest ich pięć) do plastikowego pojemniczka i zawiesiłem na haku na którym siadały stare jaskółki. Jak później zaobserwowałem rodzice zaczęli karmić swoje potomstwo, więc chyba będzie dobrze :)

wtorek, 7 lipca 2009

Rysy 2009

Jakieś dwa miesiące temu, kumpel mający żyłkę wielkiego organizatora różnego rodzaju imprez, rzucił hasło zdobycia Rysów. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem się zaryzykować wyjazd w Tatry w tak trudnym terminie jak początek lipca. W wyznaczonym terminie, w piątek, razem z trójką znajomych z Wrocławia wyruszyliśmy do Krakowa. W Krakowie przenocowaliśmy u naszego organizatora by o 5:00 wyruszyć w góry. Na parkingu byliśmy o koło 7 rano, poczekaliśmy jeszcze pół godziny na przybycie reszty ekipy (w sumie 17 osób) i wyruszyliśmy z plecakami do schroniska. Noclegi mieliśmy zaklepane w Schronisku w Roztoce. Do schroniska poszliśmy tradycyjną drogą czyli nieszczęsnym asfaltem (mogliśmy wybrać drogę zaopatrzeniową którą puszczany jest obecnie ruch turystyczny w związku z remontem drogi na Morskie Oko). W schronisku zostawiliśmy bety i ruszyliśmy w kierunku Morskiego Oka i Czarnego Stawu. Przy Czarnym Stawie była chwila odpoczynku i ruszyliśmy małymi grupami, każdy w swoim tempie, na Rysy. Na odcinku od Czarnego Stawu do Buli pod Rysami na szlaku było kilka płatów zbitego śniegu, powyżej Buli były już tylko łańcuchy. Na szczycie trochę ludzi i zachmurzenie z chwilowymi rozjaśnieniami (mieliśmy chwilę widoku na Litworową Dolinę), pogoda była bezwietrzna więc posiedzieliśmy na szczycie dobre pół godziny. W drodze powrotnej widzieliśmy z Buli akcję TOPRu nad Czarnym Stawem (jak się później dowiedziałem turystka z rozbitą głową). Przy zejściu z Czarnego Stawu przy strumyku przy szlaku siedział sobie w zaroślach młody jelonek (chyba), którego zresztą widzieliśmy w tym samym miejscu w drodze na szczyt. W schronisku nad Morskim Okiem chwila przerwy i za dziesięć dwudziesta byliśmy w Starej Roztoce w schronisku. Grupka z którą zdobyłem Rysy zameldowała się w schronisku jako druga zaraz za grupką która wycofała się znad Czarnego Stawu i wróciła przez Piątkę. Po kolacji i prysznicu wyszedłem jeszcze na szlak po ostatnią grupę aby wspomóc ich latarką (do schroniska przybyliśmy po dwudziestej drugiej).
Następnego dnia wyszliśmy Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów. W drodze powrotnej zlało nas bez litości (a mogłem wziąć pelerynkę). Po powrocie ze szlaku plecaki na plecy i powrót na Palenicę (tym razem poszedłem drogą zaopatrzeniową, jest o wiele przyjemniejsza od asfaltu) i dalej samochodami do domów.

środa, 17 czerwca 2009

Długi weekend w Bieszczadach

Długi weekend czerwcowy (Boże Ciało) spędziłem ze znajomymi w Bieszczadach (moja druga wizyta w Bieszczadach, poprzednio byłem tam kilka lat temu w maju).
W środę po południu pojechałem z koleżanką do Krakowa skąd wyruszaliśmy w osiem osób następnego dnia rano samochodami w Bieszczady. Wieczorem było jeszcze małe spotkanie organizacyjno-integracyjne.
Wyjazd w czwartek odbył się o dziwo o zaplanowanej godzinie i po czterech godzinach jazdy (z małymi postojami) wylądowaliśmy w Bereżkach (cztery domki niedaleko Ustrzyk Górnych). Po rozpakowaniu się wyruszyliśmy na małą objazdową wycieczkę po okolicznych drewnianych cerkwiach, a wieczorem spacer (trochę w deszczu) do Ustrzyk do kościoła. Po powrocie grill i spać.
W piątek wreszcie wędrówka po górach (idziemy przez Bukowe Berdo na Tarnicę i schodzimy Szerokim Wierchem do Ustrzyk). Mimo deszczowego poranka pogoda dopisała (przestało padać przed naszym wyjściem w trasę). W Ustrzykach posiłek w barze i powrót do Bereżek aby odpocząć przed sobotnim wyjściem na Połoniny.
Sobota i kolejna klasyczna trasa Bieszczad czyli Połonina Caryńska i Wetlińska. Udało się zaliczyć tylko Połoninę Caryńską, przy zejściu z Caryńskiej zaczęło padać więc mała zmiana planów. Pojechaliśmy do Wołosatego obejrzeć hodowlę koników huculskich, a później wybraliśmy się do Cisnej do Siekierezady. W Siekierezadzie był obiadek coś do obiadku a później partyjka Cytedeli.
W niedzielę po śniadaniu czas powrotu - Pojechaliśmy nad zalew Soliński a później do Tarnowa gdzie po posiłku się rozdzieliliśmy, ekipa wrocławska (czyli ja z koleżanką) wsiadła w pociągu a pozostali pojechali samochodami do Krakowa.

Imprezka była super. Wkrótce mam nadzieję na kolejny wypad w górki.

czwartek, 4 czerwca 2009

Bieszczady

Jeszcze tylko kilka dni i w długi czerwcowy weekend znowu odwiedzę Bieszczady.
Oby tylko pogoda dopisała to będzie kilka dni spacerów po górach.

piątek, 15 maja 2009

Koncert - TAKE 6

Udało mi się zdobyć darmowy bilecik na koncert TAKE 6, który odbył się wczoraj wieczorem w kościele Św Marii Magdaleny we Wrocławiu. Muszę przyznać że nie znałem ich twórczości więc ten koncert był dla mnie wielką niewiadomą, miałem nadzieję że tak znana w świecie grupa mnie nie zawiedzie i nie zawiodła. Trwający 1,5 godziny koncert zgromadził około 0,5 tys. słuchaczy.

Występ był udany zarówno pod względem muzycznym (jak mogło ocenić moje niewprawne ucho muzycznego laika, dla mnie się podobało) jak i pod względem scenicznym, zespół łatwo nawiązał kontakt z publicznością zapraszając ją do śpiewania. Występ prowadzony z dużym poczuciem humoru.

wtorek, 7 kwietnia 2009

Znowu w Jakuszycach

I po dwóch tygodniach kolejny wypad na biegówki do Jakuszyc. Tym razem na sobotę i niedzielę. Jadę sam chociaż na miejscu mam nadzieje spotkać się z grupką ludzi z forum internetowego (szansa na nowe znajomości). Wstaję rano jak zwykle biorę narty i idę na pociąg. Wszędzie wiosna a ja z nartami, obok stacji na gnieździe bocian który wrócił kilka dni temu.
Do Jakuszyc dojeżdżam tak jak ostatnio. Na miejscu piękna wiosenno zimowa pogoda: śniegu pełno, słoneczno świeci, temperaturka 16 stopni C. Zakładam narty i ruszam, dziś testuję mowa trasę: Rozdroże pod Cichą Równią i Konną Ścieżką do Chatki Górzystów. Dokładny przebieg trasy:od Polany Jakuszyckiej Górnym Duktem Końskiej Jamy (szlak zielony) do Rozdroża, dalej szlakiem niebieskim, a dalej z powodu nieprzetartego szlaku odbicie rowerową trasą nr 8 (9, 13) do szlaku żółtego i zjazd żółtym do Chatki. Mimo mokrego szlaku jedzie się dobrze, po 300 metrach jadę już w krótkim rękawku (jak większość narciarzy). Jedyny problem pojawia się przy zjeździe żółtym szlakiem, jest wąsko a na mokrym śniegu ciężko się manewruje, w końcu zdejmuję narty i najtrudniejszy odcinek pokonuję pieszo.
W Chatce jem zupkę, zostawiam plecak w "zbirówce" i jadę jeszcze do Orla. W Orlu mały "eksperyment" birofilski czyli Miodowy Ciechan, napitek ten dostaje u mnie wysoką notę. W lepszym humorze wracam do Chatki, ludzie z forum już są, razem jest nas osiem osób. Małe pogaduszki, ludzie uczą się zasad brydża. Ponieważ jest jeszcze wczesna pora i mamy jeszcze przynajmniej dwie godziny dnia proponuję wypad na biegówki na co przystają dwie osoby (cała grupa przyszła z Jakuszyc na piechotę). Wjeżdżamy prawie na Polanę Izerską i następnie zawracamy do schroniska. W schronisku spotykam jeszcze znajomą którą poznałem dwa tygodnie temu.
Wieczorem idą w ruch dwie gitary i szkło. Bawimy się do drugiej.
Rano jem śniadanie, reszta znajomych schodzi na dół później (znacznie później). Ludzie powoli ruszają w trasę. Ja wyruszam koło jedenastej aby odprowadzić znajomą w stronę Świeradowa. Po półtorej godzinie jestem znowu w Chatce. Jadę jeszcze na małą przebieżkę w stronę Orla i z powrotem. Jemy obiadek i po trzeciej wychodzimy w kierunku Jakuszyc, po szóstej wyjeżdżamy w kierunku Wrocławia. Zostaję podrzucony pod sam dom.